poniedziałek, 4 czerwca 2018

Recenzja przedpremierowa: Muszę to wiedzieć - Karen Cleveland



Tytuł: Muszę to wiedzieć
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 6 czerwca 2018
Autor: Karen Cleveland
Liczba stron: 352

“Hit z USA, top 10 bestsellerów New York Timesa”. Czy podobne chwytliwe hasła stanowią dla was pewną rekomendacją, czy działają zupełnie na opak, zniechęcając do powieści jeszcze na długo przez rozpoczęciem lektury? Identyczne frazesy określają książkę „Muszę to wiedzieć” Karen Cleveland. I w tym przypadku zupełnie mnie nie dziwią wysokie notowania książki w literackich rankingach. Mamy bowiem do czynienia z mocnym i przejmującym thrillerem szpiegowskim, który identycznie jak puzzle, składa się z wielu elementów dużej układanki. Początkowo zdaje nam się, iż z powodzeniem komponujemy je w jedną całość. Ale to tylko pozory, bo w recenzowanej powieści nic nie jest tak oczywiste, jak na pierwszy rzut oka może się wydawać…

Vivian Miler pracuje w CIA, jako analityczka zajmująca się działalnością rosyjskich szpiegów na obszarze USA. Kobieta odnosi ogromne sukcesy w sferze zawodowej, rozpracowując nielegalne siatki wywiadowcze. Jej kariera zawodowa zawsze jednak ograniczała możliwości wychowawcze, uniemożliwiając swobodną opiekę nad czwórką dzieci. Tym razem Vivian ustala specjalny algorytm, który umożliwia dotarcie do zawartości komputera Yuriya Yakowa – rosyjskiego szpiega, możliwego przywódcę całej komórki. 

Podczas przeglądania treści komputera podejrzanego, kobieta trafia na specjalny folder, w którym kryją się zdjęcia pozostałych członków grupy, tzw. „uśpionych” agentów. Wśród załączonych fotografii widnieje wizerunek jej ukochanego męża, którego poślubiła niespełna dziesięć lat temu. Czy Matt faktycznie jest rosyjskim szpiegiem, a małżeństwo bohaterów to upozorowana szopka, której głównym celem jest zdobywanie tajnych informacji? A może mąż Vivian, wbrew własnej woli, został zwerbowany w rosyjskie szeregi, a ukrywając swoją tożsamość próbował chronić ukochaną rodzinę?  

Ależ wyśmienita opowieść! Czytelnik od pierwszej strony towarzyszy wiernie głównej bohaterce, która niczym prawdziwa kobieta z krwi i kości, a przede wszystkim dzielna matka, walczy o dobro swojej rodziny i bezpieczeństwo dzieci, porzucając etykę zawodową, narażając własne życie i wolność. Jednak, jak to bywa w realnym życiu, jedno kłamstwo niesie za sobą szereg kolejnych oszustw, które kumulując się, bezwzględnie ograniczają pole działania. Vivian, podejmując się pierwszego kroku, zmuszona jest dalej poruszać się raz obraną ścieżką, z której nie ma już możliwości ucieczki. 

Pierwszoosobowa narracja oraz wplątane w fabułę retrospekcje, nawiązujące do historii małżeństwa Vivian, które w oczach bohaterki jawiło się zawsze jako doskonałe i pełne miłości, gwarantują szerszy odbiór powieści. Pozwalają również skrupulatniej przyjrzeć się jej związkowi z Mattem, powiększającej się stopniowo rodzinie oraz dokonać samodzielnej oceny zachowań bohaterów pod kątem padających nań podejrzeń. 

Rzetelnie opracowane sceny dotyczące mechanizmów działania CIA niewątpliwie wiążą się doświadczeniem samej autorki. Można pokusić się nawet o stwierdzenie, iż Karen Clevelnad, jako była analityczka CIA, odwzorowała w swojej powieści faktyczne elementy i obrazy, które mogą i mogły mieć miejsce w codziennej pracy CIA w pionie zajmującym się kontrwywiadem. Podczas lektury nie musimy się więc niepotrzebnie obawiać o nadmierną fikcyjność dotyczącą samej pracy amerykańskiej agencji rządowej. 

Recenzowana powieść nie byłaby tak wysoko oceniona, gdyby nie zaskakujące, tragiczne w swej wypowiedzi zakończenie, które wbija w fotel, szokuje, pozostawiając czytelnika ze swoistym niesmakiem, wywołanym zachowaniem bohaterów. Ale ja już wam więcej nic w tym miejscu nie zdradzę. Jeżeli jesteście zaintrygowani książką, to po prostu po nią sięgnijcie. Bo warto. 
Ocena: 9/10

Za przedpremierowy egzemplarz książki serdecznie dziękuję:

  

6 komentarzy:

  1. Jestem strasznie ciekawa tej książki. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Raczej dość sceptycznie podchodzę do tego typu rekomendacji, aczkolwiek fajnie być miło zaskoczonym, jeśli takowe się sprawdzą. Książkę mam w planach, ale na pewno nie tych najbliższych, bo i tak mam ogromne zaległości.

    OdpowiedzUsuń
  3. Może skuszę się na nią w odpowiednim czasie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Chętnie przeczytam! Okładka przykuła mój wzrok! ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Rekomendacje na okładkach książki na mnie nie działają, bo taka ich rola, żeby książkę zachwalać. Natomiast recenzje blogerów przeglądam. Twoja ocena bardzo wysoka, więc z pewnością pozycja warta zapamiętania:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Powiem ci, że już sama okładka mnie mega przyciąga :)

    OdpowiedzUsuń