niedziela, 31 grudnia 2017

Borejkowe sylwestrowanie

Dziś przypada ostatni dzień 2017 roku. Był to rok, w którym, choć na dość długo zawiesiłam działalność swojej strony, zdecydowałam się też na wprowadzenie kilku istotnych zmian w swoim życiu prywatnym. Dobrych zmian, które z czasem, szczerze w to wierzę, przyniosą wiele profitów i radości.  I tego Wam też w tym miejscu chciałabym życzyć. Szczęścia i odwagi po sięganie z pozoru po niemożliwe rzeczy. Nie ograniczajcie się w swoich marzeniach, tylko dzielnie walczcie o swoje w tym Nowym 2018 roku!!!! 

A dziś publikuję post szczególny. Jako że nie od dziś wiadomo, iż cykl Jeżycjada jest mi szczególnie bliski, postanowiłam wpleść w dzisiejszą szampańską atmosferę Sylwestra, kilka migawek i scen zaczerpniętych z książek Małgorzaty Musierowicz, prezentujących ostatni dzień roku w wydaniu ukochanych Borejków. Mam nadzieję, że się Wam spodoba. :)
"Było to ostatnie popołudnie roku 1977. Gabriela i Ida wędrowały sobie ze swoimi zakupami przez ulice Poznania, a wokół nich, w szarym powietrzu, unosiły się upojne sylwestrowe fluidy. Restauracje i kawiarnie, świetlice i kluby studenckie, sale konferencyjne i stołówki zakładów pracy (…).  Zakupiono ogromne ilości napojów alkoholowych i Pepsi-Coli, ryb w galarecie, pieczeni rzymskiej i sałatek garmażeryjnych. Wszystko wokół dyszało oczekiwaniem szampańskiej nocy. Po chodnikach i jezdniach całego miasta, dławiąc się w kłębach niebieskawych, czarnych i brunatnych spalin samochodowych tupały tysiące zaoferowanych obywateli PRL, taszcząc w zgrabiałych dłoniach paczki, siatki i butelki. Do kas sklepowych płynęły strumienie żywej gotówki, powiększając tylko ogólne zamieszanie. Przed zakładami fryzjerskimi i wewnątrz nich odbywały się sceny dantejskie. Gdzie indziej znów dowieziono szampana i to powodowało natychmiastowe utworzenie się na chodniku wiru o kilku epicentrach. Przechodnie mieli w oczach gorączkowy blask – melanż podniecenia łowieckiego i nadziei na odwrócenie nurtu codziennej bylejakości przy pomocy szaleństw sylwestrowych. Tak, stanowczo było coś w powietrzu tego popołudnia. Nawet Gabrysia przypomniała sobie, że zaproszono ją na prywatkę. Zaproszenie pochodziło od Joanny, kuzynki, która zawsze telefonowała po Gabrysię na kilka dni przed planowanym przyjęciem. Niestety, przyjęcia te i prywatki były zazwyczaj tak ekskluzywne, że Gabrysia z reguły na nie nie chodziła, gdyż po prostu nie miała w co się ubrać.”


"A Patrycja wybierała się na prywatkę do Romy. Z Marcelkiem. Nie bardzo chciało się jej witać Nowy Rok właśnie z Romą. Jakoś dziwnie się między nimi zrobiło po tej ostatniej rozmowie na temat Baltony. A już całkiem nie miała ochoty iść tam z Marcelkiem. Ale cóż było robić. Ciekawszych propozycji nie miała. Marceli był kolegą z klasy, ambicjonalnym szatynem z dobrego domu, prymusem i zabójczym nudziarzem. Sylwester w jego towarzystwie mógłby być zabawny tylko w przypadku, gdyby chłopca wykąpać w szampanie, a następnie wypuścić w przestworza w balonie stratosferyczny (lub coś równie rozluźniającego). Marcelek, człowiek o nienagannych manierach, był wiecznie spięty, mówił przez zaciśnięte zęby, mrużył oczy i nieustannie się wymądrzał. Po maturze zamierzał zdawać na europeistykę i zostać dyplomatą (najlepiej w Parlamencie Europejskim). Mam Borejko uznała, że w związku z tym młody człowiek jest obiecujący i przychylnie odnosiła się do jego wizyt. Lecz Patrycja miała swoje zdanie na jego temat. Żadnych Marcelków! I proszę. Do czego dochodzi. Sylwestra spędzi właśnie z nim”. 



 "Cholera mnie bierze! - wyznała nagle ona. 
- Hm? 
- Wszyscy się bawią. Róża też poszła z tym swoim odwiecznym Fryderykiem, a ja siedzę w sama w domu, z dzieciarnią... Nie, żebym miała coś przeciwko tobie, rozumiesz. Tak tylko... jestem wściekła. Przez cały wieczór byłam wściekła. 
Józinek odwrócił z szelestem stronicę komiksu. Prawdę mówiąc, niezbyt zważał na jej wyznania. Wydawały mu się raczej banalne. Ale ona dopiero się rozkręcała. 
- Mam osiemnaście lat, inne już za mąż wychodzą, a ja?! Żaden chłopak mnie nie chce. Zachowują się, jakby chcieli uciec. Czy ja jestem trędowata, czy co? O co tu chodzi? Powiedz - jaka ja jestem? Józinek niechętnie oderwał wzrok od Tintina, spojrzał na kuzynkę i wydał krótki werdykt: 
- Groźna.
- Groźna?! - odwróciła się do niego gwałtownie, błyskając oczami, a czarne krzesło na kółkach zatoczyło wraz z nią półokrąg. - Ciekawe! A słowo "ładna" nie przyszło ci do głowy?
- Nie - wyznał.
- Dlaczego?! Czy ja nie jestem ładna? - spytała wprost, całkiem bezbronnie, aż mu się jej żal zrobiło. 
- Może być - odpowiedział powściągliwie. Opinię o jej zielonych włosach i białym pudrze postanowił zachować dla siebie. 
- No, to dlaczego siedzę tu sama w sylwestra?!
- Też siedzę - odparł."


4 komentarze:

  1. Ta seria ma swój niesamowity klimat. Zaczytywałam się w niej jak byłam dużo młodsza, ale teraz postanowiłam poznać ją od A do Z - od najwcześniejszej do najpóźniejszej. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z cyklu czytałam tylko ,,Idę sierpniową". Może 2018 rok okażę się rokiem nadrabiania zaległości :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeżycjada - klimaty mojego dzieciństwa :). Szczęśliwego Nowego Roku!

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiałam tę serię <3 Aż chętnie bym powróciła do tych książek ;)

    OdpowiedzUsuń