czwartek, 2 lutego 2017

9 November



Ogromna wrażliwość, niesamowite pióro, a przede wszystkim umiejętność operowania słowem w taki sposób, by poruszać najbardziej delikatne struny w sercu czytelnika. Czy domyślacie się, którą autorkę mam na myśli? Tak, tak. Mówię o fantastycznej, absolutnie wspaniałej Colleen Hoover, której każda kolejna książka dowodzi, iż nie przez przypadek autorka zyskała miano królowej NA. 

Najnowsza powieść w dorobku artystycznym Colleen Hoover - „9 November” sprawiła, iż po raz kolejny na parę godzin zostałam bezwolnym odbiorcą, zahipnotyzowanym wykreowaną historią miłosną. Cała opowieść rozpoczyna się 9 listopada, czyli w dniu o tyle niefortunnym, bowiem stanowiącym kolejna rocznicę nieszczęsnego pożaru, który zmienił życie nastoletniej Fallon. Dla osiemnastoletniego Bena dzień ten również jest źródłem wielu przykrych wspomnień, które najchętniej wymazałby ze swojej pamięci. 

Gdy drogi głównych bohaterów niespodziewanie krzyżują się w tym pechowym, przykrym dniu, żadne z nich nie przewiduje, że od momentu spotkania każdy kolejny 9 listopada będzie dniem ich wspólnych przeżyć. Ben wpada bowiem na szalony pomysł, by co roku, przez kolejne pięć lat, spotykali się o tej samej porze, w dokładnie tym samym miejscu. Para nie może jednak w żadnym wypadku kontaktować się przez pozostałe dni roku. 

9 listopada nieoczekiwanie staje się dla bohaterów niezwykłą datą, na którą z utęsknieniem będą oczekiwać każdego roku. Żeby było ciekawiej, Ben, jako początkujący pisarz, w odniesieniu do tych wszystkich wspólnie spędzonych z dziewczyną pięciu dni listopada, ma pisać książkę, przedstawiającą ich niezwykłą historię. Tylko co się stanie w momencie, gdy finał opowieści będzie zmierzał w zupełnie odwrotnym kierunku, niż przewiduje zupełnie nieświadoma fabularnych różnic Fallon?

Intensywna, emocjonalna, niezapomniana, oryginalna. Mogłabym wymieniać w nieskończoność wszystkie te cechy, opisujące w skrócie „9 November”.  Autorka po raz kolejny udowadnia, iż z pozoru banalna opowieść o dwojga młodych, przedwcześnie poranionych przez życie bohaterach, w połączeniu z kilkoma zaskakującymi rozwiązaniami fabularnymi, dostarczyć może mnóstwa różnorodnych emocji. Podczas lektury najnowszej książki Colleen Hoover nurtowała mnie jedna istotna kwestia: jak dużą wrażliwość i wyobraźnię musi posiadać autorka, by kreować coraz to piękniejsze, coraz bardziej zaskakujące historie? 

Pod lupę należy wziąć przede wszystkim pierwszorzędnie odmalowane postacie. Prawdziwi, ujmujący bohaterowie, których zachowanie, styl życia oraz sposób mówienia stanowią tylko potwierdzenie, iż są to całkiem zwyczajni, niesamowicie sympatyczni nastolatkowie, jakich spotkać można podczas codziennego spaceru w prawdziwym życiu. Autorka nie stworzyła kolejnego niegrzecznego przystojniaka, który z uśmiechem na twarzy łamie serca kolejnych dziewcząt. Ben jest zwyczajny, miły, choć wcale nie nudny, tą swoją niebanalną przeciętnością jednak zjednujący z miejsca sympatię czytelnika (a zwłaszcza czytelniczek;)). 

Również postać Fallon nie irytuje odbiorcy nieśmiałym spojrzeniem, regularnie rzucanym spod firany długich rzęs, nie jest też nadmiernie skromna i wstydliwa. Fallon jest twardo stąpającą po ziemi młodą kobietą, która pod wpływem wydarzeń z przeszłości, musiała zweryfikować swoje marzenia i cele,  nieświadomie przy tym tracąc wiarę w siebie i we własne możliwości. Z miejsca polubić ją można za prawdomówność i cięty język.
Trudno jednoznacznie ustalić, którą pozycję w rankingu ulubionych młodzieżowych powieści zajmuje „9 November”, z pewnością jednak ulokowana jest gdzieś w okolicach samego podium, gdzie królują najpiękniejsze, niezapomniane historie. 
Ocena: 10/10!

Za egzemplarz książki do recenzji serdecznie dziękuję: 

https://bookmaster.com.pl/



12 komentarzy:

  1. Marzy mi się ta książka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeżeli mam być szczera, nazwisko Hoover kojarzy mi się tylko ze sztampowymi, niczym nie wyróżniającymi się historiami miłosnymi. Niestety, NA zawiodło mnie swoją przewidywalnością i brakiem polotu. Ale, gdy przeczytałam Twoją recenzję, czuję się zachęcona. ;) Nie wiem, może przyjdzie czas na odświeżenie sobie tego gatunku. Może akurat ta autorka wybiłaby mnie z drogi nienawiści do NA. Ale, niestety, fabuła nie brzmi jakoś szczególnie wyjątkowo...

    Pozdrawiam!
    [senseofreading.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie pierwsze 100 stron średnio wciągnęło, ale później było już lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajnie, że książka wywołuje aż takie emocje. Jestem na tak.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czuję się zachęcona do przeczytania:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mimo tak zachęcającej recenzji raczej nie sięgnę, bo młodzieżówki rzadko lądują w moich rękach ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Intrygujące, ale czytałam co najmniej 2 podobne książki. Mam nadzieję, że postaci naprawdę są na tyle interesujące, że warto sięgnąć po ten tytuł ;>

    OdpowiedzUsuń
  8. Książkę mam w planach, ale jak tobie się podoba bo i mi raczej powinna też trafić :)

    OdpowiedzUsuń
  9. "Hopeless", "Losing hope" oraz "Maybe someday" okazały się niezłymi lekturami, ale nie porwały mnie tak mocno, jakbym tego oczekiwała, więc podejrzewam, że z tą powieścią byłoby podobnie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Chciałabym sama postawić tej książce ocenę...

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeszcze się zastanowię, ale może przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Czytałam i byłam zachwycona również. :)

    OdpowiedzUsuń