czwartek, 8 grudnia 2016

Nie poddawaj się




Magia i iluzja, szkoła czarów, magiczne lekcje, w końcu i walka dobra ze złem, w której główną rolę odegra postać nastoletniego osieroconego chłopca. Brzmi całkiem znajomo, prawda? Tym razem nie mam jednak na myśli kultowego już Harry’ego Pottera, tylko najnowszą powieść Rainbow Rowell „Nie poddawaj się”.

Osiemnastoletni Simon Snow z utęsknieniem czeka na finał wakacji. Tym bardziej, że zbliżający się rok szkolny to jego ostatni spędzony w murach ukochanej elitarnej szkoły magii i czarodziejstwa, która dla osieroconego chłopca, stanowi jedyne źródło miłych i ciepłych wspomnień z dzieciństwa. I choć chłopak wciąż całkiem przeciętnie posługuje się różdżką, nie przez przypadek nazywany jest najpotężniejszym czarodziejem wszech czasów. W końcu w chwili, gdy w świecie magii zaczyna wrzeć, a siły zła zaczynają  się kumulować, jedynie nastoletni Simon może uratować świat magii przed ostateczną zagładą.

Powrotowi chłopaka do szkoły towarzyszy jednak szereg niesprzyjających, wątpliwych okoliczności. Dziewczyna Simona postanawia go rzucić, mentor zdaje się go celowo omijać, a Baz, współlokator i odwieczny wróg chłopaka, w widoczny sposób knuje tajemniczy spisek. Co z tego wyniknie? Czy Simon okiełzna przeciwności i sprosta nowym wyzwaniom?

Rainbow Rowell – nazwisko szeroko zachwalane w gronie recenzentów, doceniane przez pryzmat nieszablonowych historii, które świadczą nie tylko o bujnej, nieokiełznanej wyobraźni, ale również o lekkim, bardzo specyficznym stylu pisania. Jakież więc było moje zdziwienie, gdy w trakcie przewijania kolejnych stron „Nie poddawaj się” dopadała mnie niechęć, znużenie, w końcu i nuda. 

Mając na uwadze swoje uwielbienie kultową serią „Harry’ego Pottera”, z tym większą chęcią sięgnęłam po najnowszą powieść autorstwa Rainbow Rowell. Oczekiwałam wspaniałej, magicznej opowieści, która uwiodłaby mnie tajemnicą i czarami, która pozwoliłaby mi poczuć choć ułamek tej specyficznej atmosfery podekscytowania doświadczanej podczas lektury Harry’ego. W rzeczywistości otrzymałam aż zanadto. Rainbow Rowell, w mojej opinii, wręcz skopiowała żywcem wątki z Harry'ego, ogólny szkielet opowieści, która skradła serca rzeczy czytelników na całym świecie.

Osierocony Simon to wręcz idealnie odwzorowana postać samego Pottera. Samotne i nieszczęśliwe dzieciństwo, spędzone za murami zimnego sierocińca. Przełomowe jedenaste urodziny, otwierające furtkę do świata magii. W końcu i ogromna siła drzemiąca w niepozornym, nikomu wcześniej nieznanemu chłopcu. O nie, nie, nie. Dla mnie to zdecydowanie za dużo, jak na jedną postać. Sylwetka Simona nie charakteryzowała się żadną większą cechą, która w widoczny sposób odróżniałaby go od postaci Harry’ego. 

Takich fabularnych replik i kopii jest znacznie, znacznie więcej. Mroczny Zakazany Las ze świata Hogwartu w książce Rainbow Rowell kryje się pod wiele mówiącą nazwą: Ukryty Las. Groźny i niepokonany Szarobur to bez dwóch zdań idealny odpowiednik potterrowskiego Voldemorta, zaś rozsądny i potężny Mag, mentor chłopaka, to postać skrywająca cechy samego Dumbledora. 

Gdyby autorka ujęłaby mnie przynajmniej aurą tajemnicy i niedomówień, szalejącą między stronicami książki magią i czarami, może „Nie poddawaj się” oceniłabym nieco wyżej. W  konsekwencji jednak cała opowieść, pisana lekkim, miejscami bardzo sarkastycznym językiem, bynajmniej nie tworzyła bazy pod wykreowanie jakiegokolwiek klimatu. Chwilom grozy nie towarzyszyło w trakcie lektury przyspieszone tętno. Wątki śmieszne nie wywoływały żadnego uśmiechu. Było sztywno i całkowicie bez emocji. 

Pierwsze spotkanie z twórczością Rainbow Rowell w widoczny sposób potwierdza tezę, iż to, co dla innych stanowi bestseller, dla nas samych okazać się może historią nieciekawą i całkowicie przeciętną. 
Ocena: 4/10

Za egzemplarz książki do recenzji serdecznie dziękuję: 

http://www.harpercollins.pl/
 

11 komentarzy:

  1. Ja jeszcze w ogóle nie znam tej autorki. Szkoda, że się rozczarowałaś.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jak dotąd nie czytałam jeszcze żadnej książki autorki, ale być może, z ciekawości sięgnę niedługo po jakąś jej pozycję :) Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znam jeszcze twórczości tej autorki, co zamierzam zmienić. Może "Nie poddawaj się" wzbudziłoby we mnie więcej pozytywnych uczuć, bo nie jestem fanką Pottera? Kto wie...

    OdpowiedzUsuń
  4. Siostra czytała tylko ,,Załącznik" tej autorki i była zadowolona z lektury. Nie będę jej w takim razie polecać tej powieści.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam "Załącznik" tej autorki i miło wspominam ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię Rowell, ale to mnie nie ciekawiło ani trochę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Rainbow Rowell nie nalezy do grona moich ulubionych autorów, jednak ta powieść miała coś w sobie, że mi się spodobała. Może lekturze nie towarzyszyły fajerwerki, bo w końcu jest tam tyle podobieństw do Harry'ego Pottera, ale szybko się ją czytało i od czasu do czasu uśmiechnęłam się pod nosem. Mimo tego, wolę pierwowzory J.K. Rowling.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja się strasznie zawiodłam na autorce. Ze wszystkich jej książek tylko jedna mi się podobała. Tę z góry omijałam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja się rozczarowałam czytając inną książkę autorki, dlatego jakoś nie sięgam po jej ksiazki. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Cześć,
    trochę pytanie z innej beczki, czy pojawiły się już wyniki rozdania andrzejkowego?

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie czytałam i w takim razie nie żałuję :/

    OdpowiedzUsuń