środa, 7 września 2016

Królewska heretyczka



Czasy elżbietańskie w głowach czytelników powszechnie utrwalone zostały, jako Złoty Wiek w historii Anglii. Okres panowanie Elżbiety I Tudor to przede wszystkim niezwykłe lata szybko rozwijającej się gospodarki i nieustannego rozkwitu handlu. To również złoty wiek kulturalny państwa, w którym zaczęły wybijać się znane jednostki. Anglia stała się wówczas bezsprzeczną stolicą kultury światowej. W latach panowanie Elżbiety, Anglia zyskała również miano potęgi morskiej, podporządkowującej sobie inne europejskie państwa.   

Do dziś może dziwić, dlaczego w czasach, gdy świat rządzony był twardą męską ręką, o roli Anglii, jako potęgi ówczesnego świata, zadecydowała kobieta? W swojej debiutanckiej, ponad 900-stronicowej powieści, Magdala Niedźwiedzka dokonuje próby odtworzenia czasów panowania Elżbiety I Tudor. Próby o tyle skutecznej, ilustrującej bowiem nie tylko wierne tło historyczne, co przede wszystkim przedstawiającej rozterki, uczucia i bolączki targające najbardziej niezwykłą postacią tamtego okresu – królową Elżbietą I Tudor.

O czasach panowania Tudorów czytałam parokrotnie. Uwielbiam zresztą zagłębiać się w klimatyczne, dobrze oddające realia ówczesnego świata powieści historyczne. Nic więc dziwnego, że w sposób szczególny traktuję pióro Philippy Gregory  - brytyjskiej powieściopisarki, która stworzyła kilka cykli traktujących o historii Anglii. Autorka stała się dla mnie niekwestionowaną ikoną, swoistym wyznacznikiem dyktującym standardy powieści historycznej. 

Z pewną dozą niepewności sięgnęłam więc po najnowszą propozycję Wydawnictwa Prószyński i S-ka zatytułowaną „Królewska heretyczka”. Jednakże moje początkowe obawy, z każdą kolejną stroną, stopniowo się ulatniały, ustępując miejsce zainteresowaniu i czystej radości płynącej z lektury powieści.

Autorka w swojej książce, z pełnym oddaniem historycznych faktów, przedstawia pierwsze dziesięciolecie panowania Elżbiety I. Czytelnik poznaje portret kobiety nie tylko niezwykle inteligentnej, zdecydowanej, obdarzonej silnym charakterem, co przede wszystkim samotnej, pragnącej bliskości i zaufania drugiego człowieka. Jednak w królewskim, bezwzględnym świecie intryg, nie ma miejsca na chwile słabości. 

Przekraczając mury zamku należy spodziewać się salonowych plotek, bezwzględnych manipulacji, krwawych walk o władzę a nawet morderstw, które wspólnie, wcale w nie mniejszym stopniu, oddziałują na czytelnika, manipulując jego wyobraźnią, wywołując nieraz dreszcz niepewności czy strachu. Magdala Niedźwiedzka, choć w mocno obszerny sposób zarysowuje sferę polityczną, dotyczącą metod rządzenia państwem czy sposobów zawierania ówczesnych traktatów pokojowych, to dużo uwagi poświęca również na sportretowanie relacji królowej z jej kochankiem – przystojnym Robertem Dudleyem, który w oczach królewskich doradców, nie był osobą godną ręki Elżbiety I Tudor. 

Autorka „Królewskiej heretyczki” z pasją porównywalną do wspomnianej już w recenzji genialnej Philippy Gregory, kreśli portret królowej, nie mniej przekonujący, oddający bowiem pełnię jej wszystkich odcieni.  I to nie tylko tych, przedstawiających Elżbietę, jako rządzącą twardą rękę królową, co przede wszystkim kobietę roznamiętnioną, obcującą w ukryciu z ukochanym mężczyzną. Na uwagę zasługuje również bardzo wierne, niemal drobiazgowe oddanie tła historycznego, ze szczególnym uwzględnieniem sfery społeczno-kulturowej, dotyczącej ówczesnego ubioru czy wystroju wnętrz, który w opozycji do brudu i nędzy wyłaniającego się z okolicznych wsi i prowincji, niesamowicie oddziaływał na wyobraźnię. 

Nieco mniejszy entuzjazm towarzyszył mi w chwili, gdy Magdala Niedźwiedzka postanowiła obdarzyć angielską królową bardziej współczesnym charakterem  - niewyparzonym językiem, gotowym zakląć w chwilach złości, zapominając jakby przy tym zupełnie o ówczesnych manierach i dworskiej etykiecie.
Podsumowując, „Królewska heretyczka” to nie tylko bardzo udany debiut polskiej autorki, to przede wszystkim bowiem wiernie odtworzona, wciągająca, niesamowita powieść historyczna, która z dumą prezentować się będzie w biblioteczce obok takiego nazwiska, jak uwielbiania przeze mnie Philippa Gregory. Gorąco polecam.
Ocena: 8/10

Za egzemplarz książki do recenzji serdecznie dziękuję: 



13 komentarzy:

  1. Całkiem długa ta książka ;> I tematyka jak najbardziej dla mnie, Anglia, Elżbieta <3 Przeczytam na pewno ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie za bardzo moje klimaty, ale może kiedyś się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię książki z tłem historycznym, więc bardzo chętnie ją przeczytam :)
    Pozdrawiam! http://literacki-wszechswiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem ciekawa, jak autorce ten portret królowej wyszedł. Przyznam, że mnie zachęciłaś.

    OdpowiedzUsuń
  5. O Tudorach czytałam kiedyś bardzo dużo (ze względu na studia) i przyznam, że losy tego rodu bardzo mnie interesowały. Potem jakoś o tym zapomniałam i nie kontynuowałam przygody u boku angielskich władców. Fajnie,że pojawiła się taka książka. Skoro tak polecasz i tak wysoko ją oceniasz, czuję, że powinnam ją przeczytać. Chyba do tego wrócę.

    OdpowiedzUsuń
  6. TO 900 stron mnie zniechęca xD

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja miłośniczką powieści historycznych nie jestem, wiec tym razem sobie odpuszczę.
    :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawi mnie ta książka coraz bardziej.

    OdpowiedzUsuń
  9. Rzadko sięgam po książki z tłem historycznym. Jeśli jeszcze dotyczą one Polski, mogę taką przeczytać, jeśli nie, to marne szanse. Po przeczytaniu Twojej recenzji pewnie wiele osób skusi się na tę lekturę.
    Pozdrawiam :)
    http://tamczytam.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Zaintrygowałaś mnie! Też lubię te czasy. A 900-stronnicowy debiut robi wrażenie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja nie przepadam z ataki dawnymi czasami ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dłuuuuga pozycja, do tego historie z wątkiem historycznym w tle czytam jeszcze dłużej niż zwykłe. Może kiedyś, choć przeklinanie u takiej damy...

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam książkę na czytniku, ale do tej pory nie mogłam się do niej przekonać. Teraz wiem, że warto :)

    OdpowiedzUsuń