czwartek, 28 lipca 2016

Mój największy błąd

 Każdy czytelnik z pewnością wie, że obiecujące opisy na okładkach książek nie zawsze stanowią zapowiedź wciągającej lektury. Ostatnio jednak, z dość dużą łatwością, zaprzeczyłam wszystkim własnym czytelniczym obietnicom, na swoje nieszczęście sugerując się okładkowym zarysem fabuły. Docelowo sięgałam bowiem po "wciągający thriller pióra jednej z najbardziej poczytnych autorek w Wielkiej Brytanii", w konsekwencji zaś otrzymałam mocno przewidywalną, bardzo typową powieść obyczajową, z niewielkimi elementami thrillera.

Życie nigdy nie rozpieszczało Roz. Jako samotna matka, nie tylko samodzielnie musiała sprostać obowiązkowi wychowania dziecka, ale przede wszystkim w pojedynkę utrzymać mieszkanie i zapewnić w miarę godne życie sobie i swojemu kilkuletniemu synkowi. Mąż kobiety nigdy bowiem nie przejawiał nadmiernej odpowiedzialności w sferze zapewnienia bytu swojej rodzinie, łapiąc dorywczo prace, czy angażując się w przelotne romanse.

Jednak z dnia na dzień nawarstwiające się problemy zmuszają Roz do podjęcia prawdopodobnie najtrudniejszej decyzji w jej życiu. Prywatny gabinet kobiety splajtował, ciągnąc za sobą ogromne długi, a mieszkanie kobiety niespodziewanie zostaje przejęte przez komornika. W całym tym zamieszaniu, kobieta musi samodzielnie opiekować się synem, oprócz tego na pełen etat angażując się w pracę zawodową. Jednak pewna nietypowa propozycja obcego mężczyzny, może położyć kres wszystkim finansowym problemom kobiety. Za jedną wspólną noc zapłaci jej tyle, by Roz mogła wreszcie rozpocząć życie na normalnym poziomie. Jaką decyzję podejmie kobieta? Czy w swym ślepym dążeniu do wyjścia z finansowego dołka, weźmie pod uwagę innych ludzi i ich uczucia?

Paula Daly jest autorką książek „Co z ciebie za matka?” i „Gdy przejdziesz przez próg”. „Mój największy błąd” jest jej trzecią powieścią, którą to rozpoczynam spotkanie z twórczością autorki. Decydując się na lekturę tego tytułu, oczekiwałam wrażeń podobnych do tych, które zaserwować nam może tylko naprawdę wciągający, mocny thriller. Jakież więc było moje zdziwienie, gdy z każdą przewijaną stroną, mój entuzjazm stopniowo wygasał, ustępując miejsca trudnemu do okiełznania znudzeniu. Akcja książki rozwijała się bowiem dokładnie tak, jak parę kartek wcześniej przewidziałam w swojej głowie. Brak niespodziewanych zwrotów akcji, które choćby i po trosze, przyspieszyłyby moje ledwo wyczuwalne tętno, to chyba największa wada całej opowieści.

Nie można jednak zarzucić autorce braku umiejętności barwnego pisania. Paula Daly pisze lekko i ciekawie, momentami wręcz hipnotyzująco, uniemożliwiając tym samym czytelnikowi odłożenie książki przed poznaniem jej finału. I, jak wspomniałam wyżej, cała opowieść nie zaskoczyła mnie na żadnej ze stron, wręcz przeciwnie, irytowała  nieustanną przewidywalnością, to nie mniej jednak całą książkę przeczytałam w ekspresowym tempie.

W całej tej złożonej opowieści, w której na pierwszy plan wysuwać się miał rzekomo wątek szantażu i zbrodni, poprzeplatany odważnymi erotycznymi scenami, otrzymałam przede wszystkim irytującą postać głównej bohaterki, która nie zważając na uczucia innych, podążała niemal po trupach do realizacji własnych celów. Roz do dziś jawi się mi się zresztą jako nieogarnięta życiowo, niezdecydowana kobieta, która nie potrafi samodzielnie zapewnić sobie i ukochanemu synkowi stabilizacji, tylko biernie przygląda się życiu, czekając na wsparcie odpowiedniego mężczyzny.

Zabrakło mi w tej historii bardziej złożonej sfery psychologicznej postaci, szerszej perspektywy przedstawienia ich myśli, które popchnęły bohaterów powieści do takich, a nie innych zachowań. Wątek szantażu i zbrodni, który, choć się pojawił, jest mało rozwinięty, przedstawiony był wręcz szczątkowo, odbierając tym samym wszelkie nadzieje na lekturę wciągającego, mrożącego krew w żyłach thrillera.

„Mój największy błąd” zawiódł mnie przewidywalnością fabuły i brakiem zaskakujących zwrotów akcji. Obyło się też bez obiecanego wrzenia i przyspieszonego bicia serca. Otrzymałam zaś całkiem dobrą, ale w dalszym ciągu zwyczajną, mało wyróżniającą się powieść obyczajową. Szkoda.
Ocena: 5/10

Za egzemplarz książki do recenzji serdecznie dziękuję:



***
Wyniki konkursu:
W rozdaniu organizowanym jakiś czas temu na mojej stronie, w którym można było wygrać prebook najnowszej powieści Ewy Nowak wygrywa: Martucha180! :) Serdecznie gratuluję!


20 komentarzy:

  1. Szkoda, że się zawiodłaś. Szkoda mi czasu na przeciętne książki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, szkoda, że książka tak Cię zawiodła... Miałam ją w planach, ale teraz już nie wiem, czy warto.

    OdpowiedzUsuń
  3. Długo zastanawiałam się nad książką i coś mnie od niej odpychało. Ale mam nosa :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Te opisy takie mylące.. ile razy to człowiek dał się nabrać to się nie zliczy
    Jednak szkoda, że książka rozczarowująca, bo w sumie historia ma ogromy potencjał ;>

    OdpowiedzUsuń
  5. Ostatnia dekada pokazuje, że książki stały się wyrobami produkcji masowej. Nic dziwnego, że połowa tego co ukazuje się w księgarniach jest na poziomie Harlequina. Co prawda przez to trudniej trafić na smakowity kąsek, ale za to łatwiej wyrobić sobie czytelniczy gust - a to przecież klucz do sukcesu recenzenta, nieprawdaż? :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie książka przypadła do gustu, ale rozumiem co masz na myśli, pisząc o braku wrzenia i przyspieszonego bicia serca.

    OdpowiedzUsuń
  7. A mnie bardzo się podobała, lubię takie kobiece lekkie thrillery :)

    OdpowiedzUsuń
  8. O kurcze :D Nie jest to książka dla mnie skoro znalazła się w niej irytująca bohaterka, och, omijam je szerokim łukiem! Jak tylko mogę, nie lubię się do nich zbliżać! A powierzchowność w przedstawieniu wątków, szkoda gadać, powieść nie dla mnie, dziękuję za recenzje, która mnie od niej uratowała! :D
    LeonZabookowiec.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Raczej nie planuję sięgania po tę książkę, po co tracić czas na to, co słabe, skoro można przeczesywać swoje zbiory w poszukiwaniu perełek? ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak ja nie lubię kiedy opis obiecuje a zawartość...pozostawia dużo do życzenia! Przykro mi, że się zawiodłaś...

    OdpowiedzUsuń
  11. Też się na siebie wkurzam. Wiem, że okładkowe chwyty marketingowe nie powinny na mnie działać, a jednak czasami im ulegam. Okazuje się, że ta książka może nie była Twoim największym błędem, ale jedna błędem chyba była. :) Tytuł niemal idealny. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Też już mi się zdarzyło wybrać książkę ze względu na ciekawy tytuł, a potem fabuła ciągnęła się jak falki z olejem. Ale ja z chęcią sięgnęłabym po tę książkę - żeby się sama się przekonać, czy mnie też aż tak się nie spodoba jak Tobie - no ale w końcu całkiem jej nie skreśliłaś - czyli jak będzie okazja, to ją przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Miałam ją zamiar przeczytać, ale teraz już raczej nie tak szybko.

    OdpowiedzUsuń
  14. A tu taka niespodzianka na mnie czekała na końcu recenzji! Dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Raczej podaruję sobie lekturę tej książki, ta przewidywalność mnie zniechęca.

    OdpowiedzUsuń
  16. Hmm, w sumie nie wiem co napisać, bo mnie troszkę ostudziłaś. Zarys fabuły mnie skusił i narobiłam sobie nadziei, trochę niepotrzebnie. Na razie poczekam, mam dość przewidywalnych książek, które są "tylko" dobre :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja na początku nie polubiłam głównej bohaterki, ale później już się wczułam historię. Generalnie jestem zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Przewidywalność fabuły mi nie przeszkadza, ale szkoda, że brak zaskakujących zwrotów akcji. Dlatego jednak nie sięgnę po powyższą książkę.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ojej... Szkoda, że okazała się taką klapą, bo miałam po nią sięgnąć (jak na ironię!) zachęcona opisem z tyłu... No cóż. Jak dobrze, że mnie przestrzegłaś! :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Szkoda, że książka była dla Ciebie tak dużym rozczarowaniem. Ja raczej będę ją omijać ;)

    OdpowiedzUsuń