poniedziałek, 14 grudnia 2015

Błękitne dziewczyny


Trzy roześmiane młode kobiety, ubrane w delikatny symboliczny błękit, zdominowały okładkę debiutanckiej powieści Ewy Podsiadły-Natorskiej. Jak można się domyślić – nieprzypadkowo – bowiem historia pochodząca spod pióra debiutującej autorki, radomianki z urodzenia i z wyboru, opowiada o losach kobiet, stanowi swoisty przekrój przez różnorodne żeńskie osobowości, zawsze jednak z pewnym powtarzalnym, stałym elementem w ich portrecie. Obrazy zawarte w książce przedstawiają silne, doświadczone przez życie dziewczyny, z jednej strony uśmiechnięte, z drugiej zaś niedowartościowane, często niepewne siebie, skutecznie blokowane przez własną nieśmiałość i przyjęte morale.

O czym są więc „Błękitne dziewczyny”? Cała historia opowiedziana jest z perspektywy niespełna trzydziestoletniej Kai Redo, fotoreporterki pracującej w lokalnej gazecie, która zamiast cieszyć się kwitnącym uczuciem oraz rozwijającą się w zastraszającym tempie karierą, wręcz przeciwnie, robi krok do tyłu, przecząc popularnemu wizerunkowi spełnionej trzydziestolatki. Zerwane zaręczyny, problemy w pracy, spowodowane odwiecznym konfliktem z szefową magazynu, w końcu i problemy natury patriotycznej, związane z ukochanym rodzinnym Radomiem, według krajowych rankingów uznanym za najgorsze miasto w Polsce, bez perspektyw, z rosnącą stopą bezrobocia, tworzą wspólnie zdecydowanie niesprzyjające warunki do życia.

Dziewczyna wprowadza się z powrotem do rodzinnego domu, mając jednak wsparcie, nie tylko w ukochanych rodzicach, ale także w dwóch wiernych przyjaciółkach – Mini i Madzi, kobiet, znajdujących się we wcale nie lepszym położeniu niż główna bohaterka.  Malwina, nazywana przez wszystkich Mini, bezowocnie szuka pracy, mieszkając pod jednym dachem z mężem-tyranem, zaś puszysta Madzia, to zakompleksiona dziewczyna pracująca w miejscowej księgarni, która po godzinach spędzonych w pracy, katuje się kolejnymi dietami, w międzyczasie zajadając stres słodyczami. Trzy przyjaciółki, mimo braku perspektyw, znajdując się w niełatwej sytuacji materialnej, wciąż pozostają wierne własnej przyjaźni, zawsze gotowe śmiechem zagłuszyć gorycz z płynących nań problemów. 

Momentem przełomowym w życiu głównej bohaterki okaże się namiętna noc z przystojnym policjantem, który, mimo że powierzchownie sprawia wrażenie zbyt pewnego siebie, wręcz niemiłego osobnika, na nocne, zakrapiane alkoholem igraszki, jest idealnym partnerem. Dziewczyna, pod wpływem niesprzyjających i wstydliwych wydarzeń, rozgrywających się w mieszkaniu niewiernego funkcjonariusza, postanawia udowodnić, że wbrew powszechnym opiniom, kobiety są zdecydowanie o wiele bardziej charakterne niż mężczyźni, potrafią bowiem zawalczyć o własne marzenia, nie dopatrując się w męskich ramionach niezbędnego wsparcia. Kaja zakłada na facebooku profil -„Szczęśliwe Polki”- który prezentować będzie zdjęcia silnych, spełnionych kobiet, szerząc ideę radości i życiowej pasji.

„Błękitne dziewczyny” jeszcze przed lekturą powieści, zainteresowały mnie swoją ciepłą, utrzymaną w niebieskich barwach okładką. Nastawiłam się więc na optymistyczną, radosną historię, która nie tyle zmieni mój sposób myślenia, co przynajmniej zapewni przednią rozrywkę na zimne, długie wieczory. Debiut Ewy Podsiadły-Natorskiej zdecydowanie spełnił moje oczekiwania. Autorka, posługując się lekkim, pisanym z perspektywy głównej bohaterki językiem, przedstawia czytelnikowi historię szczerą, przekonującą, nieprzyzwoicie realną, zawierającą bowiem typowe elementy polskich, często wręcz absurdalnych realiów. Brak pracy i obiecujących perspektyw, rosnące z dnia na dzień bezrobocie, a wszystko to przy akompaniamencie wiecznych utyskiwań i narzekań Polaków, to bezwzględna, ponura codzienność, do której stopniowo coraz bardziej się przyzwyczajamy. 

Autorka, w swojej debiutanckiej powieści, z niezwykłym entuzjazmem przekonuje, że Polki wcale nie są i być nie muszą cichymi, posłusznymi i zapracowanymi kurami domowymi, niemającymi czasu na realizację własnych marzeń i pasji. Tytułowe niebieskie dziewczyny to przedstawicielki grupy silnych i upartych kobiet, z dumą prezentujące uśmiech, pewność siebie i życiowe spełnienie. To właśnie te wiarygodne profile charakternych dziewczyn największym atutem całej powieści. Cała historia zresztą to cichy hołd oddany płci pięknej, którego nadrzędną rolą jest poprawa nastroju czytelnika, ale również zmiana jego nastawienia. Książka bowiem zmusza do analizy swojego charakteru, eksponowania zalet, w końcu i zaakceptowania wszelkie niepowodzeń, które należy traktować jako niezbędną lekcję życia. 

„Błękitne dziewczyny” czytało mi się niezwykle lekko, z nieustannie towarzyszącym mi uśmiechem na twarzy. I mimo, że cała historia zawierała kilka zbędnych elementów, które niepotrzebnie wydłużały opowieść, to w ogólnym rozrachunku jestem bardzo zadowolona z lektury. Ciepła, optymistyczna, podbudowująca – tak w krótkich trzech słowach można podsumować całą opowieść, którą serdecznie Wam polecam! :) 

Ocena: 8/10








14 komentarzy:

  1. Okładka jest prześliczna! Nie dziwię się, że Cię zaintrygowała, bo mam podobnie. :)

    Pozdrawiam!


    MAJUSKUŁA

    OdpowiedzUsuń
  2. Czasem lubię takie lżejsze powieści.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak się składa, że mamy ją na półce, wciąż w kolejce do przeczytania. Będzie więc okazja by poznać tę powieść.

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam takie lekkie kobiece melodramaty :) Mają w sobie nutkę beztroski i chociaż opowiadają o problemach z jakimi boryka się każdy z nas, chętnie sięgam po takie książki :) Tej pozycji jeszcze nie czytałam, ale chętnie nadrobię zaległości :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam tę książkę u siebie, ale jakoś nie potrafię się za nią zabrać. Dobrze, że już niedługo święta :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam na półce i będzie czytana ale kolejnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Lubię takie optymistyczne lektury. A skoro książka została napisana lekkim i przyjemnym językiem, to na pewno czyta się ją wspaniale. Będę miała ten tytuł na uwadze :).

    OdpowiedzUsuń
  8. Wspaniała książka. Czytałam i recenzowałam. Nawet już wiem, co napisałabym na swojej kartce. A czy Ty to wiesz?
    A lada dzień na portalu "Życie i pasje" pojawi się wywiad-rozmowa z autorką na temat jej powieści.

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak, okładka na pewno budzi pozytywne skojarzenia. Książka jest już na mojej półce, więc na pewno ją przeczytam niebawem.

    OdpowiedzUsuń
  10. Interesujące - lubię powieści obyczajowe mocno osadzone w naszej rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo podoba mi się okładka, ponieważ jest taka naturalna :) Będę się za tą książką rozglądać :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie zdecydowałam się na nią przez ten Radom w tle ;)
    Ale głęboko wierzę w woje słowa, że to dobra książka :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam chwilowy przesyt podobnej literatury, więc się nie skusiłam i wykańczam półkowe zaległości :) Ale za kilka miesięcy może jej poszukam :)

    OdpowiedzUsuń