niedziela, 18 października 2015

Wywiad z Agnieszką Walczak-Chojecką

Wieczorową porą przychodzę do Was, Kochani, z krótkim, bardzo przyjemnym wywiadem, który miałam okazję przeprowadzić z autorką takich książek jak np. "Włoska symfonia" czy recenzowanej ostatnio na blogu "Dziewczyny z z Ajutthai". Zapraszam i życzę miłej lektury! Przy okazji przesyłam Wam moc energii na kolejny tydzień nauki/pracy! :) 


     1. Skąd czerpała Pani inspirację do napisania historii?     
   "Dziewczyna z Ajutthai” to moja pierwsza powieść, która powstała w 2012 roku. Zaczęłam ją pisać dzień po tym, jak po wielu latach pracy w biznesie rozstałam się z korporacją. Ponieważ książka opowiada przede wszystkim o poszukiwaniu przeznaczenia i o tym jak zmienić swoje życie, łatwo domyślić się, że są w niej elementy autobiograficzne. Pracując nad nią miałam wrażenie, że istniała ona w mojej głowie od dawna i tylko czekała na odpowiedni moment, bym mogła przelać ją na klawiaturę komputera. Oprócz korporacyjnego, często dość brutalnego świata, inspiracją były dla mnie podróże po Azji, które bardzo pomogły mi oddać w książce dalekowschodnie klimaty.    

 2. "Dziewczyna z Ajutthai” to Pani debiutancka powieść, która otworzyła furtkę do kariery pisarskiej. A co Pani czuła w momencie, gdy trzymała w swoich dłoniach już gotowy, pachnący nowością egzemplarz?
Wydanie debiutu nie jest na ogół łatwą sprawą, dlatego gdy po kilku miesiącach udaje się znaleźć wydawnictwo gotowe na to, by zaryzykować i postawić na nieznanego autora, jest to dla debiutanta prawdziwe święto. Pamiętam, że odczuwałam ogromną ekscytację przez cały czas, gdy książka była przygotowywana do druku. Pierwszy raz moja rodzina usłyszała niezwykle głośne piski radości, gdy dostałam tekst po tzw. składzie, potem, gdy zobaczyłam propozycje okładek. Oczywiście moje emocje sięgnęły zenitu, w momencie, w którym otrzymałam pierwszy egzemplarz powieści. Prawie nie mogłam uwierzyć, że oto jest!, moja prawdziwa książka!

3. Odświeżona, nieco różniąca się od pierwotnie wydanej przed trzema laty wersji, Pani debiutancka powieść, niedawno miała swoje wznowienie. Skąd pomysł na ponowne wydanie książki?
Od dłuższego czasu współpracuję z poznańskim wydawnictwem Filia, w którym wydałam powieści: „Gdy zakwitną poziomki” i „Włoska symfonia”. To właśnie dzięki niemu miałam możliwość powrotu do mojego debiutu, gdyż wydawca chciał mieć w ofercie wszystkie moje tytuły. Mówi się, że nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki, a jednak mnie się to udało (śmiech). Ta możliwość sprawiła, że bogatsza o pisarskie doświadczenia, mogłam jeszcze raz przyjrzeć się swojej książce. Rozbudowałam ją, wzmocniłam główne wątki, uporządkowałam pod względem struktury i udoskonaliłam stylistycznie. Robiłam to trochę z duszą na ramieniu, bo wcześniejsza wersja powieści miała dobre recenzje i podobała się czytelnikom, więc nie chciałam nic popsuć. Mam nadzieję, że zabieg na otwartym sercu książki się udał i że teraz jest jeszcze lepsza. 

4. Bohaterzy Pani powieści trafiają prosto do gorącej i egzotycznej Tajlandii, która jest miejscem przełomowym, napędzającym ich do podjęcia odważnych życiowych decyzji. A które miejsce na mapie Ziemi pozwoliło Pani spojrzeć z dystansem na sprawy codzienne?
Podróże to moja wielka pasja, więc mam kilka takich miejsc, które są dla mnie ważne i w których łatwiej mi o zadumę niż w domowych pieleszach. Na pewno takim miejscem jest właśnie opisana w „Dziewczynie z Ajutthai” Tajlandia, gdzie czas płynie jakby wolniej, gdzie ludzie są życzliwi, a malowniczy krajobraz cieszy oczy. Bliskie memu sercu są także urokliwe nadmorskie miejscowości Chorwacji, choćby Cavtat, w którym rozgrywa się część akcji „Gdy zakwitną poziomki”. Z wybrzeżem byłej Jugosławii jestem emocjonalnie związana, ponieważ w tym kraju spędziłam we wczesnej młodości kilka lat, m.in. dlatego, że mój tata wykładał na belgradzkim uniwersytecie. Nic więc dziwnego, że w tamten region powracam często nie tylko podczas wakacji, lecz także w swoich książkach. 

      5. Czym jest dla Pani szczęście?
To uśmiech mojej córki, czułe spojrzenie męża, pełna ciepła rozmowa z rodzicami i poczucie, że robię to, co jest moim przeznaczeniem.

      6. Czy w Pani głowie zakiełkował już kolejny pomysł na nowy bestseller?
Pomysł oczywiście mam, nie wiem, czy na bestseller, ale wierzę, że na dobrą książkę. Pracuję nad trzytomową powieścią, której akcja rozgrywa się na Bałkanach. Opowiem historię o miłości młodych ludzi na tle wojennej zawieruchy. Więcej na razie nie mogę zdradzić.

    7. Proszę, już na koniec, przekonać w jednym zdaniu czytelników, którzy nie mieli okazji poznać „Dziewczyny z Ajutthai”, dlaczego warto po nią sięgnąć?
Hm..., jeśli wierzycie, że „ w życiu trzeba gonić swojego króliczka i czasem warto go złapać”, to powieść dla Was. :) Po więcej szczegółów zapraszam na stronę www.walczak-chojecka.pl i na mój profil na Facebooku. 

P.S. Pięknie dziękuję autorce za poświęcony czas na udzielenie odpowiedzi, mimo własnych zobowiązań zawodowych :) 

6 komentarzy:

  1. Fajny ten króciutki wywiad :) Mam już sa sobą "Włoską symfonię", która jest bardzo fajnym delikatnym ujęciem erotyki, Dziewczyna i Gdy zakwitną jeszcze przede mną, ale z wielką ochotą będę po nie sięgać :)
    A potem trzytomowe Bałkany :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawy wywiad. Już przekazuję siostrze, że planowana jest trylogia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam książki autorki, ale po tym co przeczytałam w wywiadzie zwrócę na nią uwagę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Też kocham podróże! I widzę, że kolejna pisarka pisze trylogię.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja już nie mogę się doczekać tej trzytomowej powieści. Będzie na pewno ciekawa!

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie znam książki, ale może sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń