sobota, 19 września 2015

Dziewczyna z Ajutthai




„Bywają opowieści, które zaczynają się dopiero tam, gdzie się kończą” – tymi zawoalowanymi słowami Agnieszka Walczak-Chojecka, polska pisarka, autorka takich książek jak „Włoska symfonia” czy „Gdy zakwitną poziomki”,  kończy swoją debiutancką powieść „Dziewczyna z Ajutthai”, nie zdając sobie sprawy, ile proroczej prawdy kryje w sobie te zdanie. Odświeżona, nieco różniąca się od pierwotnie wydanej przed trzema laty wersji, debiutancka powieść autorki, niedawno miała swoje wznowienie. Nowa, według mojej oceny bardziej atrakcyjna szata graficzna, spina całą historię, idealnie harmonizując z tajskim, egzotycznym klimatem powieści. I mimo naniesionych zmian i drobnych korekt, autorka oddaje do rąk czytelnika w dalszym ciągu tę samą historię: opowieść o szczęściu, budowanym na trwałym filarze naszego życiowego przeznaczenia.

Ambitna Joanna od zawsze oddana była pracy w międzynarodowej firmie. Jako wytrwały pionek tej korporacyjnej, bezwzględnej machiny, zdobyła nie tylko szacunek i uznanie wśród pracowników przedsiębiorstwa, ale przede wszystkim możliwość wystawnego, bogatego życia, w którym za poświęcony czas i porzucenie własnych pasji, otrzymała gwarancję luksusu i prestiżu. Poukładane życie trzydziestoczteroletniej kobiety niespodziewanie jednak pryska niczym  bańka mydlana, która uchyla bezwzględność i znieczulicę rządzącą się w środowiskach międzynarodowych korporacji.  Joanna otrzymuje wypowiedzenie z pracy, tracąc tym samym dotychczasowy filar życia, jedyną stałą w jej ograniczonej egzystencji. Czy propozycja wyjazdu do egzotycznej Tajlandii zmieni głęboko zakorzenione  w sercu kobiety priorytety? Jak wiekowa, kamienna rzeźba wpłynie na światopogląd Joanny, obwarowany dotychczas murem obowiązków i korporacyjnych zobowiązań? 

Wznowiony debiut Agnieszki Walczak-Chojeckiej, mimo widocznych na pierwszy rzut oka schematów, przez ostatnie lata powielanych w wielu dostępnych na rynku powieściach obyczajowych, wyróżnia się przede wszystkim atmosferą gorącej Tajlandii, szeroko zakrojonym wizerunkiem egzotycznego kraju wraz z jego krótkim zarysem historycznym. To właśnie możliwość obcowania z tamtejszą kulturą, z barwnymi mieszkańcami kraju czy gorącym monsunowym klimatem Tajlandii sprawia, że książka znacznie wyróżnia się na tle innych tego typu opowieści. I choć wspomniany wątek egzotycznego kraju to niewątpliwie najmocniejszy element książki, cała reszta, jak na debiut, wypada całkiem przyzwoicie. 

Warto w tym miejscu jednak wspomnieć o autorskim sposobie kreacji świata przedstawionego. Przy lekturze powieści odniosłam bowiem wrażenie, że każdy poruszany przez panią Agnieszkę wątek jest jakby niedokończony, autorka rozpoczynała pewną scenę, by po kilku zdaniach, niespodziewanie ją uciąć, trochę bezwzględnie odbierając czytelnikowi możliwość smakowana danego opisu. Te nietypowe przeskoki w akcji, utrudniały również bliższe spoufalenie się z bohaterami powieści. Przedstawione jakby oględnie niektóre sceny, rysowały niepełną kreację postaci, z całym ich psychologiczno-emocjonalnym inwentarzem.
Przedstawiona w powieści rzeczywistość, choć w przewadze bajkowa i niewiarygodna, posiadała również wyczuwalny smak goryczy prawdziwej codzienności, z jej problemami czy mniejszymi bądź większymi tragediami. Na uwagę zasługuje autentycznie zarysowany wątek korporacyjnych realiów, w której znieczulica, wyścig i rywalizacja, to dominanty, bezwzględnie wyzwalające w człowieku zwierzęce instynkty. Sama autorka, jako była pracownica korporacji, oddaje do rąk czytelnika przede wszystkim wierny, bowiem oparty na własnym doświadczeniu, obraz międzynarodowych przedsiębiorstw, gdzie każdy objaw wzajemnego szacunku i przyjaźni, z miejsca jest wypierany. 

Zestawiając z sobą dwa, trochę odmiennie gatunkowo utwory autorki: recenzowaną „Dziewczynę z Ajutthai" z niedawno wydaną „Włoską symfonią”, nie sposób nie dostrzec wyraźnej różnicy w warsztacie autorki. Pani Agnieszka na przestrzeni trzech lat nie tylko udoskonaliła swój styl, rezygnując z niedokończonych, miejscami ubogich wątków, na rzecz bogatszych, barwniejszych opisów, ale przede wszystkim dojrzała jako pisarz, tworząc oryginalną opowieść, z pełnym, wiarygodnym przekrojem psychologicznym postaci. Historia „Dziewczyny z Ajutthai”, mimo lekkich potknięć w warsztacie, jak na debiut, wypada całkiem przyzwoicie. Autorka stworzyła barwną, lekką historię, która na kilka chwil przeniesie Was do gorącej Tajlandii, w której nie tylko poczujecie żar i namiętność egzotycznego miejsca, ale przede wszystkim poznacie fascynującą historię tajemniczej rzeźby, swoistą wyrocznię głównej bohaterki.
Ocena: 6/10



15 komentarzy:

  1. Może kiedyś... teraz jakoś nie czuję konieczności jej przeczytania. Mam na liście bardziej interesujące mnie książki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam kilka bardzo pozytywnych opinii tej książki, a Twoja recenzja jest świetnym wyrównaniem oczekiwań i wrażeń :) Podejrzewam, że książkę przeczytam bo lubię polską literaturę a w szczególności debiuty :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie szczególnie mnie zainteresowała na tę chwilę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam tę książkę w pierwotnej, nieudoskonalonej wersji i mimo kilku niedociągnięć, ogólnie mi się podobało.

    OdpowiedzUsuń
  5. Niedawno skończyłam czytać "Gdy zakwitną poziomki" i jakoś nie do końca pasuje mi styl autorki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdzieś słyszałam ten tytuł. Jak czas pozwoli to kiedyś przeczytam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam poprzednie wydanie tej książki i bardzo przypadła m do gustu. Nowe wydanie również już mam. I masz rację, autorka się rozwija, to widać :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie czytałam jeszcze żadnej książki tej autorki, ale myślę, że mogłabym spróbować. Ta Tajlandia mnie kusi ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Siostra czytała poprzednie wydanie i była zadowolona. To nowe czeka już na półce.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja też uważam, że to wydanie graficzne jest o wiele atrakcyjniejsze - na miarę autorki :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zdecydowanie wolę sięgnąć po ,,Włoską symfonię" skoro jest dużo lepiej napisana.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie jestem przekonana do tej książki, ale może kiedyś przeczytam...

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie :*
    http://klaudiaczytarecenzuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Możliwe, że w przyszłości przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Raczej przeczytam jak tylko wpadnie mi w ręce:)

    OdpowiedzUsuń
  15. O, ciekawe. O Tajlandii jeszcze nie miałam okazji czytać, więc w sumie choćby dla tego małego szczegółu, mogłabym poznać tę powieść. :) Aczkolwiek znacznie bardziej ciągnie mnie do najnowszej książki tej autorki i myślę, że to na niej się właśnie skupię. :)
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń