środa, 19 sierpnia 2015

Kochając pana Danielsa



Śmierć najbliższej osoby zawsze wiąże się ze stratą, której w żaden sposób nie można opisać słowami. Dławiący i obezwładniający ból, rosnące z dnia na dzień poczucie pustki to nieodłączne składowe noszonej w sercu żałoby. Mówi się, że z każdym rokiem, miesiącem, dniem jest coraz łatwiej, że człowiek powoli godzi się z nieodłączną stratą, która naznaczyła jego życie. Nieprawda! Ból rośnie, nieznośnie wykrzywia, a tęsknotę za ukochaną osobą, wywołują wszystkie te rzeczy, które dotychczas określały go jako człowieka: znoszone zimowe buty, czekające niecierpliwie na kolejny zimowy wypad, kalendarz wypełniony niezrealizowanymi marzeniami, zdjęcia nasycone chwilami radości. Śmierć – strata, która już na zawsze zmienia życie każdego człowieka.
Dziewiętnastoletnia Ashlyn traci swoją ukochaną siostrę – bliźniaczkę Gabby, z którą dotychczas była niemal nieodłączna, dzieląc smutki, doświadczając wspólnie radości. Dziewczyny wzajemnie się bowiem uzupełniały: chłodna, spokojna i oczytana Ashlyn oraz zwariowana, śmiała i radosna Gabby, tworzyły jeden wspólny, idealnie dopasowany, zgrany byt. Niespodziewana strata sprawia, że Ashlyn zmuszona jest rozpocząć zupełnie nowe życie. W domu ojca, w niewielkim miasteczku Wisconsin, czeka nie tylko jego nowa rodzina, ale przede wszystkim cień trudnych wspomnień z dzieciństwa. Nowy dom, nowa szkoła, nowe znajmości nie zacierają jednak bólu i samotności, a przede wszystkim noszonej w sercu żałoby, która z dnia na dzień nieznośnie się potęguje, pustosząc wszelkie zalążki marzeń i planów na przyszłość, nadzieję lepszego jutra. 

Lekiem na całe zło okazuje się przystojny dwudziestodwuletni Daniel, którego losy niespodziewanie krzyżują się z drogą Ashlyn na przydworcowym placu. Zamknięty w sobie, nieco wycofany chłopak, który zachwyca nie tylko urokiem osobistym, ale i inteligencją i niespotykaną wrażliwością, za uroczym i pięknym uśmiechem, skrywa cień własnych doświadczeń: bolesną historię własnej rodziny. Tych dwoje ludzi, którzy na co dzień z niejaką trudnością angażują się w relację z innymi, z pasją zaczytując się w tragicznych utworach Szekspira, połączy coś więcej niż tylko zwykłe uczucie. Ich relacja, z góry skazana na niepowodzenie, odbuduje bowiem wzajemną wiarę w lepsze jutro. Jednakże przystojny Daniel, który skradł serce Ashlyn, okazuje się być również panem Danielsem – nauczycielem języka polskiego w miejscowym liceum. Czy zakazane uczucie, które połączy bohaterów, znajdzie ujście w rzeczywistości? Czy prawdziwa miłość, stanowiąca jedyną stałą w ich życiu, uznawać będzie jakiekolwiek granice?

Tak wiele pochlebnych recenzji zebrała w ostatnim czasie w sieci powieść „Kochając pana Danielsa”. Kolejne piękne słowa tylko wzbudzały moją ciekawość, zaś przepiękna okładka dopełniała uczucie pragnienia. Nic więc dziwnego, gdy w momencie otrzymania do recenzji powieści, w jednej chwili dosłownie przepadłam… Brittainy C. Cherry stworzyła historię, która rysuje przed czytelnikiem różne definicje miłości: porywającego uczucia, pojawiającego się od pierwszego spojrzenia, trudnej miłości ojca do córki, miłości siostrzanej, budowanej na fasadzie wspólnych doświadczeń… I choć na pierwszym planie widocznie zarysowuje się wątek zakazanej miłości nauczyciela i jego uczennicy, to w tle czytelnik zostaje poruszony wizerunkiem zmarłej siostry - bliźniaczki Gabby, który uwidacznia się w pozostawionych przez nią stosach listów. Równie wzruszający i piękny jest wątek przyrodniego rodzeństwa Ashlyn: Hayley – zakompleksionej nastolatki praktykującej buddyzm oraz lubianego, choć nieco specyficznego Ryana – chłopaka z nieodłączną paczką papierosów w kieszeni, którego postać wielokrotni e zaznaczy się na kartach tej historii. 

Po lekturze książki „Kochając pana Danielsa” czuję jednak swoisty, trudny do opisania niedosyt. Bo choć cała historia jest nieprzeciętna, oryginalna, wzruszająca i piękna, to w ogólnej ocenie czegoś mi jednak zabrakło. Czy to przez wzgląd na okrojone przez autorkę zakończenie, czy przez fakt, że książkę czytałam w złym dla siebie momencie, nie potrafię powieści ocenić lepiej, niż uwielbianą „Pułapkę uczuć”, poruszającą bardzo podobną problematykę. Nie można jednak zarzucić autorce, że stworzyła  historię niewiarygodną, wyzutą z tonów realizmu, bowiem cała opowieść naznaczona jest na przemian bólem, cierpieniem i tęsknotą oraz szczęściem, radością i budującym poczuciem bliskości, czyli dokładnie tym, z czego składa się nasze życie. Powieść Brittainy C. Cherry z pewnością odciśnie piętno w Waszych sercach, a ja zobowiązuję się po raz kolejny sięgnąć po tę historię. A wszystko po to, by ponownie doświadczyć jej piękna, by móc dostrzec wartości, które przy pierwszym czytaniu niepostrzeżenie mi gdzieś umknęły. Z całego serca polecam! 
Ocena: 8/10

Za egzemplarz książki do recenzji pięknie dziękuję:



 

22 komentarze:

  1. Chyba czytałam tylko jedną negatywną opinię o tej książce. W takim razie rzesza blogerów i czytelników nie może się mylić. Warto sięgnąć po P. Danielsa ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jestem przekonana do tej książki.
    Świetna recenzja.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zazdroszczę! Ja za każdym razem jak widzę u kogoś tą książkę to robię się zła, że ktoś mógł ją przeczytać, a ja nie! :P
    http://gabrysiekrecenzuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam podobną książkę, dlatego na tą się nie skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Treść nawet mnie zaciekawiła, więc gdy nadarzy się okazja być może skusze się na nią.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwszy raz słyszę o tej książce i sama nie wiem, czy to coś dla mnie. Takie historie nie do końca mnie przekonują. Jednak nie mówię nie, bo może kiedyś przyjdzie czas i akurat będę miała ochotę na taką lekturę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kolejna pozytywna recenzja tej książki, więc trzeba się na nią skusić.

    OdpowiedzUsuń
  8. Specjalnie się tą książką nie interesuję. Może jednak kiedyś los postawi ją na mojej drodze :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja również czytałam same pozytywne recenzje, a skoro Ty też przepadłaś, to jak najszybciej muszę poznać tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytałam praktycznie same świetne recenzje tej książki, które narobiły mi na nią wielkiej ochoty :) Mam więc ją w planach.

    OdpowiedzUsuń
  11. Właśnie kończę "Kochając pana Danielsa". Bardzo mi się podoba a jeszcze lepiej czyta, jednak masz rację: czegoś tu zabrakło. Powieść tematyką przypomina "Pułapkę uczuć". Jednak do Hoover mam większy sentyment.

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam tę książkę na półce i szczerze powiedziawszy, nic mnie nie powstrzymuje przed sięgnięciem po nią, ale odkładam przeczytanie jej, ponieważ wydaje mi się, że taka ciepła, poruszająca, ale i dramatyczna, piękna historia, przyda mi się, kiedy zacznie się rok szkolny, a ja wpadnę w coroczny dołek. :)
    Byłam ciekawa właśnie jak ta pozycja wypada na tle "Pułapki uczuć" i ty trochę mi rozjaśniłaś temat, choć pewnie koniec końców sama będę musiała ocenić czy Hoover czy Cherry poradziły sobie lepiej. :)
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
  13. Poluję na tę powieść od początku premiery ;) Nie mogę się doczekać, aż wreszcie po nią sięgnę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko ty!
      Ja także szczerzę ząbki na tę powieść!

      Usuń
  14. Książkę mam już w domu ;) Za czytanie mam zabrać się za kilka dni, bo czeka w swojej kolejce. Ale Twoja recenzja tak podsyca apetyt, że chyba wezmę się za nią poza kolejnością.

    OdpowiedzUsuń
  15. To ten Daniel taki młody?! Nigdzie tego nie doczytałam :D U nas to chyba mało realne, mieć 22 lata i uczyć polskiego. Tak czy siak chciałabym przeczytać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja kuzynka mając 22 lata uczyła angielskiego, prosto po licencjacie ją przyjęli :)

      Usuń
  16. Uwielbiam ten tytuł. ;) Jest tak piękny, poruszający, pełen emocji... I ja będę wracać do Pana Danielsa ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. A mi tam niczego nie zabrakło. To najpiękniejsza historia NA jaką w tym roku czytałam ☺

    OdpowiedzUsuń
  18. Chętnie sięgnę po tę książkę, jest ostatnio dość popularna i pozytywnie oceniana :)

    OdpowiedzUsuń