piątek, 1 maja 2015

Malowanki na szkle




Różne oblicza miłości w dostojnej scenerii górskiego folkloru.

Niezabliźnione rany, nieprzerwany potok słów, atakujących boleśnie niczym żądła roi pszczół, przeszłość piętnująca pokolenia, zamykająca serce na doświadczanie uczucia miłości. Wątki, które wspólnie budują najnowszą powieść Beaty Gołembiowskiej, tworzą sugestywny kolaż o miłości w różnych jej obliczach i tonach. Główną bohaterką książki jest Jola – z pozoru wycofana, nieco dziwna kobieta, która z prawdziwą pasją wykłada na Uniwersytecie arachnologię, po zajęciach angażując się równie mocno w relacje ze swoimi studentami. Kobieta oddana w pełni nieczułej matce, rezygnuje z własnego życia, poświęcając każdą wolną chwilę na jej troskliwą opiekę. W zamian otrzymuje jednak garść gorzkich słów, nieczułość i brak zrozumienia.

Matka Joli, uosabiająca różne definicje smutku i nieszczęścia, potrafi jak nikt inny, własnym, skażonym bólem sercem, zadawać ciosy, ranić, ciągle wymagać. Życie Michaliny, napiętnowane bolesną przeszłością, w której na pierwszy plan wysuwają się trudne doświadczenia wojenne, skazane jest na ciągłe niepowodzenie, bowiem jako jedenastoletnia dziewczynka, była świadkiem krwawej śmierci całej jej rodziny z rąk bestialskich Niemców. Michalina, nigdy nie zaznając opieki i bezpieczeństwa, w końcu nie doświadczając zwykłych odruchów rodzicielskiej miłości, sama nie nauczyła się okazywać własnych uczuć.

Dopiero niespodziewana śmierć Michaliny staje się dla Joli swoistym wybawieniem, furtką do lepszego świata, w której rodzi się również obiecująca perspektywa nowej miłości. Znajomość z artystą Jędrkiem, góralem z krwi i kości, stanowi bowiem ostatnią nadzieję na odbudowanie swojego życia, w końcu podkolorowanie go w zgodzie z własnym gustem, a nie pod dyktando matczynych rozkazów. Jednak czy doświadczony przez życie mężczyzna, opłakujący po dziś dzień śmierć pierwszej żony, gotowy jest na przyjęcie do swojego serca wizerunku nowej kobiety? Czy demony przeszłości, wciąż żywe, wciąż gotowe do stawiania nowych pytań, nie zabarykadują jedynej drogi do szczęścia?

„Malowanki na szkle” to utrzymana w nieco chłodnym tonie, słodko-gorzka opowieść o miłości przybierającej różne oblicza, o kobietach i ich często skomplikowanych relacjach, o bolesnej i trudnej przeszłości, determinującej przyszłe losy, a wszystko to doprawione jest fascynującym góralskim folklorem. Autorka, poprzez stworzone w książce postacie, z całym ich brzemieniem doświadczeń, gotowością do zadawania cierpienia, jak i umiejętnością ciągłego wybaczania, stworzyła historię, która jak żadna inna, przedstawia prawdziwą prozę życia, w którym smutek przeplata się ze szczęściem, a jedyna, z pozoru najlepsza droga, staje się często tylko gwoździem do przysłowiowej trumny. Wybory bohaterów, podejmowane na różnych zakrętach życiowych, choć z pozoru dla nich idealne, są tylko samonapędzającą się machiną kolejnych nieszczęść.

Książka, choć odzwierciedla zawiłe relacje międzyludzkie, pozostawia jednak za sobą uczucie pewnego niedosytu. Nietrwałe więzy łączące matkę z córką, według mnie, nie były przedstawione z należytą uwagą. Bez odpowiednio ukazanej głębi, ich wzajemne stosunki nie odzwierciedlały faktycznej tragedii, która przyczyniła się do ich przyszłego życia. Pomimo nadmienionych niedociągnięć, autorka w swojej powieści nakreśliła obraz miłości, która w zależności od postępujących okoliczności, raz ma posmak słodkiego szczęścia i namiętności, a raz wyczuwalna jest gorycz zazdrości i wzajemnych niedomówień.  
Ocena: 7/10
 
Oficjalna recenzja dla portalu dlaLejdis :)


18 komentarzy:

  1. Szkoda, że relacje matki z córką zostały tak słabo ujęte, wydaje mi się, że w tej książce to podstawa. Mam wrażenie, że takich książek jest wiele, niemniej jednak może dam szansę tej..

    OdpowiedzUsuń
  2. A chętnie przeczytam tę opowieść, jak tylko znajdę czas :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie lubię literackiego niedosytu :) Nie wiem czy się skusze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie czytałam nic tej pisarki, aczkolwiek ,,Malowanki na szkle" mnie zainteresowały już jakiś czas temu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Raczej nie dla mnie. Szkoda, że autorka nie pokazała dokładnie relacji matki z córką.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wiem czy to jest temat, który przyciągnie mnie do siebie. Zobaczymy. przy najbliższej okazji spróbuję przeczytać.

    Pozdrawiam:*
    http://klaudiaczytarecenzuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Na razie sobie odpuszczę... niedosyt i góralski folklor.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem skłonna przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wydaję mi się, że książka nie byłaby dla mnie. :D Jest taka za chłodna...

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeśli będę miała okazję to na pewno przeczytam, gdyż czytałam wcześniejszą książkę autorki i bardzo przypadła mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mimo drobnych niedociągnięć chętnie przeczytam, jeśli nadarzy się okazja.

    OdpowiedzUsuń
  12. Hm... Szczerze mówiąc nie zaiskrzyło. Przeczytałam twoją opinię i choć ciesze się, że koniec końców książka ci się spodobała, to sama, jakoś nie czuję się zaintrygowana fabułą i tak dalej. No nie wiem, nie mój typ powieści. :)
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
  13. No nie wiem już, czy się za nią zabrać :/

    OdpowiedzUsuń
  14. Książka zupełnie nie dla mnie, ale okładka piękna :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie za bardzo mnie ta książka przekonuje...

    OdpowiedzUsuń
  16. Z przyjemnością zatopiłabym się w lekturze, zmieniłam zdanie co do tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ta powieść zdecydowanie nie dla mnie. Nie przepadam za takową literaturą.

    OdpowiedzUsuń