poniedziałek, 11 maja 2015

Kiedy cię poznałam


Nie od dziś wiadomo, że najlepszym lekiem na postępujące problemy, codzienne smutki i smuteczki jest praca i ciągła aktywność. Nieustanne działanie, podejmowanie nowych, absorbujących wyzwań, skraca bowiem do minimum nasz czas, przeznaczony na chwilę refleksji i zadumy. Nic więc dziwnego, że praca zawodowa staje się dla wielu jedyną formą ucieczki, swoistą obronną zaporą, odgradzającą nas od wszystkiego, co niewygodne i trudne. I choć problemy, z niezwykłą starannością, zamiatane są pod przysłowiowy dywan, to jednak tylko z pozoru są niewidoczne dla ludzkiego oka. Z dnia na dzień bowiem, z małych i nic nieistotnych spraw i błahostek, problemy piętrzą się coraz wyżej, urastając rozmiarem do życiowych tragedii. Przymusowy urlop może nie tylko zatrzymać nas na chwilę w tym nieustannym, bezcelowym biegu, dając niezbędną chwilę na złapanie oddechu, ale przede wszystkim pozwala otworzyć dotychczas zasklepione oczy, pozwalając docenić niezwykły dar, jakim jest nasze życie. Ale zacznijmy może od początku...

Jasmine uwielbia swoją pracę! Trzydziestotrzyletnia kobieta, od wielu lat bowiem oddana w pełni obowiązkom zawodowym, odnosi kolejne sukcesy, stając się wzorem dla wielu innych pracoholików. Jej pokaźny zawodowy dorobek, nie przedkłada się jednak na życie osobiste, w którym panuje ciągły marazm i widoczna posucha. W codziennym biegu, w którym na pierwszy plan wysuwa się nie tylko własna praca, ale również opieka nad starszą siostrą – chorą na zespół Downa dziewczynę, nie ma miejsca na miłosne utyskiwania czy romantyczne uniesienia. Nic więc dziwnego, że niespodziewany przymusowy urlop ogrodniczy, uniemożliwiający Jasmine przez najbliższy rok podjęcie pracy w konkurencyjnej firmie, staje się dla niej prawdziwą katorgą, w której przede wszystkim znajduje wreszcie czas na osobiste przemyślenia. Kobieta, zamknięta w ścianach swojego domu, znudzona i bierna w swym działaniu, nie potrafi wypełnić swojej nowej codzienności pożytecznymi i  rozwijającymi obowiązkami.

Dziewczyna, choć wcześniej nie przejawiała chęci bliższego poznania własnych sąsiadów, teraz zaczyna czerpać dziką przyjemność z podglądania ich przez przez własne okno. Idealnym obiektem pod jej codzienne obserwacje w bezsenne noce, zdaje się być znany prezenter radiowy– Matt Marshall – człowiek wybuchowy, nieokiełznany, znany przede wszystkim z niewyparzonego języka i kontrowersyjnych wypowiedzi. Jasmine, choć nienawidzi sąsiada za pewną audycję, w której wyśmiewał się z osób z zespołem Downa, z każdym kolejnym dniem dostrzega pewną zażyłość, która zdaje się ich nieuchronnie z sobą łączyć. Matt, za kontrowersyjne wystąpienie w radiu, zostaje bowiem również zawieszony w obowiązkach i zmuszony do urlopu. Sąsiedzka niechęć stopniowo zostaje wyparta, ustępując miejsca nie tylko ciekawości, ale i wzajemnego zrozumienia...

Uwielbiam twórczość Ahern! Irlandzka autorka, jak żaden inny twórca, z pozornie zwykłego tematu, potrafi stworzyć niezwykłe i ujmujące wyobrażenie codzienności, nieubrane w barwy szarej powszedniości, ale przyozdobione rozgrzewającą serca magią i ciepłem. Ahern, po raz kolejny udowadnia, jak genialną obserwatorką życia pozostaje, przelewając prawdziwe emocje i uczucia w stworzone przez siebie postacie. Na przykładzie głównej bohaterki, autorka dotyka bezpośrednio tematu kariery zawodowej i związanego z nim wyścigu szczurów. Praca po godzinach, choć gwarantuje prestiż i pieniądze, hamuje również rozwój duchowy, utrudnia eksplorację życia. Posługując się metaforą barwnego ogrodu, który główna bohaterka zastąpiła niegdyś dostojną szarością kamienia, autorka przemyca prawdę o bezcelowości ciągłego biegu za karierą. Otaczający dom bohaterki kamień, jego gruba i nieprzepuszczalna powierzchnia, to symbol jałowego życia, w którym nie ma miejsca na realizację własnych marzeń, a miłość i uczucia zostały wyparte przez szarość i prozę życia. Dopiero przymusowy urlop, pozwala Jasmine spojrzeć na własne życie z zupełnie innej perspektywy. Przez pryzmat własnych obserwacji, dokonuje zmian w swym życiu, zaczynając od zwykłego trawnika, który staje się symbolem ideologicznych rewolucji.

Cecelia Ahern, poprzez drugoplanową postać - zmagająca się z zespołem Downa Heather, stawia w zupełnie nowym świetle istotę tej choroby. Autorka udowadnia, że osoby chore, choć fizycznie niepełnosprawne, duchowo są o wiele bardziej rozwinięte od zdrowych osób. Istniejące w ludzkiej świadomości przekonanie, o nieporadności i upośledzeniu osób cierpiących na Downa, stworzyło niepotrzebną barierę, a przede wszystkim wykreowało mylny obraz słabych i chorych ludzi, którzy w codziennym pędzie życia, nie są wystarczająco silni, by zmierzyć się dzielnie z własną codziennością. Na przykładzie Heather, autorka udowadnia, że osoby z dodatkowym chromosomem, wcale nie muszą być skazane na życie w cieniu własnej choroby, wystarczy mądra i dojrzała postawa społeczeństwa, by widmo niepełnosprawności i niedomagania, ustąpiło miejsca prawdziwej pasji życia.

„Kiedy cię poznałam” to lektura, która za fasadą banalnej historii, kryje niegasnące źródło życiowych rad i mądrości. Książka, która wypełnia serca optymizmem i wiarą w dobro drugiego człowieka. Polecam!
Ocena: 8/10

Za egzemplarz książki bardzo serdecznie dziękuję: 



23 komentarze:

  1. Nie czytałam nic Ahern, ale ta książka wyjątkowo mnie ciekawi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam w planach tę książkę i liczę na to, że przypadnie mi znacznie bardziej do gustu niż ''Love Rosie'', na którym się mocno zawiodłam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz rację, że autorka z banalnej historii potrafi wykreować coś wyjątkowego. Zamierzam przeczytać tę powieść:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo lubię książki Ahern więc i tę z pewnością przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie ta powieść oczarowała. Polecam ją wszystkim fanom prozy Ahern.

    OdpowiedzUsuń
  6. Po przeczytaniu ,,Love, Rosie" chce poznać inne książki tej autorki.

    OdpowiedzUsuń
  7. Koniecznie przeczytam! :) Na szczęście książkę już mam, gorzej ze znalezieniem na nią chwili. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Muszę się przyznać, że nie czytałam jeszcze żadnej książki autorki... Chyba pora to zmienić, bo Twoja recenzja zaciekawiła mnie tym tytułem :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Proza Ahern ma w sobie magię, na długo zapamiętam tę pozycję, choć to nie jest moja ulubiona pozycja autorki ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam tą książkę. Urzekła mnie :). Będę ją długo pamiętać.

    OdpowiedzUsuń
  11. Koniecznie muszę przeczytać! Po lekturze ,,Love, Rosie" jestem ciekawa wszystkich książek tej autorki :))

    OdpowiedzUsuń
  12. Koniecznie muszę ją przeczytać. Książki tej autorki zawsze zmuszają mnie do wielu przemyśleń i refleksji :)

    OdpowiedzUsuń
  13. To już -enta recenzja tej książki, na którą dzisiaj trafiam :D tak mnie prześladuje, że jutro aż pójdę ją kupić :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Jestem bardzo ciekawa tej książki, z kasą jednak krucho ;d

    OdpowiedzUsuń
  15. Chętnie sie napiję z tego źródła życiowych rad i mądrości.

    OdpowiedzUsuń
  16. Z chęcią zapoznałabym się z tą pozycją. Brzmi ciekawie, mimo iż na co dzień nie czytam takiego gatunku.

    Pozdrawiam:*
    http://klaudiaczytarecenzuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. Po "Love, Rosie" widzę jakim piórem posługuje się autorka i mimo że wcześniej wspomniana książka nie była moim zdaniem najlepsza, to mam ogromną ochotę udowodnić sobie i innym, że ja i Ahern jeszcze możemy być przyjaciółkami, dlatego po tę pozycję chętnie sięgnę i być może to ona przełamie mnie do prozy Cecelii. :)
    Poza tym, niezmiernie fascynuje mnie fakt, jak wplecie w fabułę ten element osób chorujących na zespoł Downa. :)
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
  18. mi jakoś ta pozycja nie przypadła do gustu. o wiele bardziej wolę ''Love Rosie'' :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Książkę przeczytałam już jakiś czas temu. Podobała mi się i przyznam, że ogólnie lubię twórczość pani Ahern.
    Chociaż kiedy po tę książkę sięgałam, spodziewałam się raczej historii miłosnej, a tu generalnie prym wiodła przyjaźń. Autorka naprawdę mnie zaskoczyła;) Nie każda książka musi być przecież o wielkiej miłości.

    OdpowiedzUsuń