wtorek, 13 stycznia 2015

"Małe kobietki"

Powieści należące do kanonu literatury klasycznej to dla mnie wciąż potężny zbiór nieodkrytych jeszcze tytułów, które wraz z nastaniem Nowego Roku, postanowiłam skrupulatnie i bez pośpiechu poznawać, smakując nie tylko estetyczną wymowę całego utworu, ale przede wszystkim skupiając się na przedstawionym w powieści szerokim tle obyczajowo-społecznym. Wytrwała w swym postanowieniu, sięgnęłam po kultowy już utwór Louisy May Alcott - "Małe kobietki".

Autorka przenosi nas w swojej powieści do XIX-wiecznej Ameryki, gdzie w samym środku niezwykle urokliwego i kojącego krajobrazu przyrody, wznosi się niewielka i skromna posiadłość rodziny Marchów - Orchard House. Domostwo, mimo zauważalnego ubóstwa, dotknięte zgubnym wpływem upływającego czasu, nie jest jednak obrazem nędzy, smutku czy bólu. Wręcz przeciwnie. Orchard House to miejsce przepełnione bogactwem ciepłych uczuć, gdzie ludzka wrażliwość, empatia i skromność stanowią jego główny fundament, zaś wzajemna miłość to cicha melodia, w rytm której biją serca wszystkich mieszkańców.

Opowieść przedstawia losy czterech sióstr - Margaret, Jo, Amy i najmłodszej Beth, które w obliczu grozy wojny, wraz z ukochaną matką, muszą dzielnie zmierzyć się nie tylko z postępującą nędzą, która coraz odważniej wkracza w progi ich mieszkania, ale przede wszystkim z zauważalną pustką, którą pozostawił po sobie ojciec dziewczynek, tuż po wyjeździe na obowiązkową służbę wojskową. Dziewczynki, mimo rosnących potrzeb podyktowanych nieograniczoną dziecięcych wyobraźnią, typową też dla tego wieku niekończącą się listą kosztownych wydatków, z właściwym dla siebie optymizmem, przyjmują świadomość postępującego ubóstwa, rezygnując z własnych marzeń, w końcu wypełniając pustkę niezrealizowanych potrzeb, obecnością bliskiej osoby.

Można by posądzić autorkę, o stworzenie postaci idealnych, niemal kryształowych, a przez to i niewiarygodnych w swym zachowaniu, które nienaznaczone stygmatem zawiści, kierując się nienachalnym głosem miłości, zawsze dokonują właściwych wyborów. Pierwsze strony powieści może i potwierdzają nasze początkowe przypuszczenia, ale z każdym kolejnym rozdziałem poznajemy coraz bardziej "ludzkie" cechy głównych bohaterek, gdzie lenistwo i pycha bezceremonialnie rozpycha się w ich życiu, zawsze jednak w porę temperowane mądrym i pouczającym słowem matki dziewczynek.

Książka niekoniecznie porywa czytelnika szybkim tempem prowadzenia całej akcji, czy zaskakującym rozwojem przedstawionej fabuły, ale przecież nie taki jest zamiar powieści klasycznej. Historia czterech sióstr z pewnością wycisza, wzrusza, w końcu też poucza, nierzadko przebija się bowiem ze stron książki moralizatorski ton, który w swym przekazie ma stanowić dla czytelnika swoistą lekcję życia. Nie każdemu taki skondensowany w jednej powieści, przekaz trzeźwych mądrości przypadnie do gustu, ale trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że powieść z założenia przeznaczona była dla ówczesnej młodzieży. Czy polecam? Niekoniecznie. Wychodzę bowiem z założenia, że klasyka zawsze się sama obroni i zbędne są słowa rekomendacji.
Ocena: 8/10

Za egzemplarz książki do recenzji bardzo serdecznie dziękuję Wydawnictwu MG :)




27 komentarzy:

  1. Klasykę warto czytać, nie raz się o tym przekonałam. Jej charakterystyką jest właśnie takie mozolne tempo wydarzeń, ale to też pewien urok :) Obecnie jednak nie mam czasu na klasykę, może jak ten burzliwy okres się uspokoi to wtedy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. mam dość spory problem z klasyką. bardzo ciężko mi się ją czyta, dlatego wolę mniej ambitne lektury dla umilenia swojego wolnego czasu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam :( Też muszę się zabrać za klasykę w końcu !:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Również chciałabym poznać więcej klasyki i jeśli chodzi o "Małe kobietki" to nie powinno być trudności, bo książkę już mam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Po klasykę jakoś nie sięgam, ale może właśnie warto by zacząć? Ot tak postanowienie na nowy rok? :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Po klasykę sięgam rzadko, ale wiem, że powinnam to zmienić. Zobaczymy, może akurat skuszę się na ten tytuł :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Lubię sięgać po klasykę. Tej książki nie czytałam jeszcze, ale chętnie to nadrobię:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dla mnie klasyka to również morze nieodkrytych, a przecież świetnych książek. Wstyd przyznać, ale przede mną dopiero takie utwory jak "Duma czy uprzedzenie" czy właśnie "Małe kobietki". Nie jesteś sama - ja również chcę w tym roku stawić czoła klasyce. A zaczęłam od uwielbianej w dzieciństwie "Małej księżniczki":) (niedługo na blogu recenzja).
    Klasyko - nadchodzę!

    OdpowiedzUsuń
  9. Raczej stronię od klasyki, ale po Twojej recenzji widzę że czasem warto sięgnąć i po taką książkę. "Małe kobitki" niekoniecznie mi odpowiadają, ale może zdecyduję się na coś innego z klasyki :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Lubię czytać klasykę i na pewno kiedyś zajrzę do tej książki. Warto ją bowiem znać.

    OdpowiedzUsuń
  11. Klasyka zawsze w cenie, chciałabym kiedyś poznać Małe kobietki.

    OdpowiedzUsuń
  12. To jedna z tych historii, do których z pewnością powrócę:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Kiedyś czytałam, nawet kilka razy i uwielbiam Małe Kobietki;) Muszę koniecznie do nich wrócić, bądź zdobyć swój własny egzemplarz, bo po prostu warto:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Czytałam, ale to było dawno, dawno temu... i chyba czas wrócić do klasyki :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ostatnio o niej czytałam, a Ty potwierdzasz że warto się zapoznać z tą książką - na pewno wkrótce to zrobię :))

    OdpowiedzUsuń
  16. Lubię od czasu do czasu sięgać po klasykę :) Tej książki jeszcze nie czytałam, ale już parokrotnie jej tytuł obił mi się o uszy. Będę musiała to kiedyś nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja również mało przeczytałam klasyków, ale na ten rok mam kilka w planach. Mam nadzieję, że coś z tego wyjdzie :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Także mam w planach coraz dogłębniej poznawać klasykę. A "Małe kobietki" w tym roku przeczytam po angielsku :)

    OdpowiedzUsuń
  19. O "Małych kobietkach" usłyszałam w jakimś filmie i od tamtej pory zainteresowałam się ta książką. Musze ją w końcu przeczytać ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Już od jakiegoś czasu przymierzam się do lektury tej książki i chyba w końcu się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Wybrałam ją sobie do jednego z wyzwań więc i ja w tym roku ją przeczytam, w końcu. ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Jestem w trakcje jej czytania .Jakoś ostatnio zapałałam miłością do klasyki :)

    Zapraszam Cię też w wolnej chwili do siebie na bloga :)
    http://lowczyni-ksiazek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  23. Koooocham klasykę :) Urzeka mnie refleksyjny ton tych książek i wszechobecny klimat ówczesnych czasów. :) Nie ukrywam, że "Małe kobietki" są na mojej liście powieści do poznania, a ty właśnie sprawiłaś, że przeskoczyły parę innych pozycji. :) Zdecydowanie muszę się wkrótce zaopatrzyć w swój własny egzemplarz, bądź wybrać do biblioteki. ;)
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
  24. Mam alergię na klasykę ☺ niestety przeczytanie wszystkich szkolnych lektur nie wpłynęło na mnie dobrze i obiecałam sobie, że w dorosłym życiu nawet palcem nie tknę podobnej literatury. Jednak z wiekiem zaczynam dostrzegac w klasyce potencjał i drugie dno. Zatem kiedyś dojdę do powyższej pozycji ☺

    OdpowiedzUsuń
  25. Dla mnie trochę cukierkowa, ale przyznam, że losy "kobietek" mnie pochłonęły. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  26. Od pewnego czasu zbieram się i zbieram, żeby do klasyki się zabrać, ale zawsze coś innego akurat wpada mi w ręce. Ale masz rację, że nowy rok daje nowe możliwości. "Małe kobietki" nadal przede mną, ale na pewno to nadrobię :)

    OdpowiedzUsuń