sobota, 8 listopada 2014

Z WIZYTĄ U BOREJKÓW !


Puk, puk.
Cisza. Niepokojący wręcz spokój rozgościł się w mieszkaniu, w którym zwykle panuje wesoły rozgardiasz. Brak w nim niespodziewanych wybuchów śmiechu jego radosnych mieszkańców, głośnych filozoficznych rozmów czy cichych pochrząkiwań.

Napieram na klamkę i wchodzę, bez zbędnego skrępowania. Dzwonek w tym mieszkaniu to przeżytek, który już lata temu przeszedł do lamusa. Przekraczam próg, a w moje nozdrza uderza charakterystyczny ukochany zapach książek, wiekowych tomiszczy, obficie wypełniających zakurzone półki w długim, ciemnym korytarzu. Idę dalej, w stronę dużej przestronnej kuchni, w której panuję wręcz nienaturalny porządek. Gdzie się podziali wszyscy domownicy mieszkania przy ulicy Roosevelta 5? Gdzie jest Gabrysia, z jej zawsze ciepłym i pokrzepiającym spojrzeniem oraz kojącym słowem w zanadrzu? Gdzie jest siwy dziadek Borejko, który z właściwym dla siebie filozoficznym roztargnieniem, popija ciepłe kakao z ulubionego kubka z krasnalem? Gdzie przemądrzały Ignacy Grzegorz, który z prawdziwym rozrzewnieniem, pochłania słowa kolejnego sonetu? Nic, tylko głucha, nienaturalna pustka.

Akcja "Wnuczki do orzechów" bowiem, rozgrywa się głównie na wsi. To właśnie tam, z dala od miejskiego zgiełku, w sielskim klimacie bujnego lata, rodzina Borejków doświadcza w pełnym majestacie niezwykłych uroków polskiej prowincji. Najmłodsza z córek - urocza Patrycja, na czas nieznośnych upałów, oddaje do dyspozycji całej swojej familii, swój nieduży domek, który we "Wnuczce..", sprowadza się do roli nowej rodzinnej ostoi. Przez jego ściany przebija się, charakterystyczny dla rodziny Borejków, miły rozgardiasz, który z miejsca potwierdził jedynie myśl, że dom tworzą ludzie, ich rutynowa wrzawa, a nie grube, beznamiętne mury. Ponownie spotykamy wszystkie siostry Borejko,  które pomimo nieustannego upływu lat, nie bacząc na kolejne zmarszczki, które bezlitośnie orzą ich radosne oblicza, tak naprawdę niewiele się zmieniają. Gabrysia, jak zwykle, troskliwa i pełna wewnętrznej wiary w drugiego człowieka. Następnie spokojna i zrównoważona Pulpa, która kształtnym pulpecikiem nadal pozostaje oraz marzycielska i roztargniona Nutria, od tej pory nazywana jest przez rodzinę Matalią. W końcu wybuchowa i gadatliwa Ida, która w całej powieści występuje zdecydowanie najczęściej. Jednakże główną bohaterką książki pozostaje w dalszym ciągu Dorota Rumianek - tytułowa wnuczka do orzechów!

Rezolutna i śmiała siedemnastoletnia dziewczyna mieszka wraz z dwiema charakternymi babciami, w niewielkim domku na wsi, gdzie oprócz wykonywania prac typowo gospodarskich, opiekuję się również starą poczciwą kobyłką. Podczas jednej ze spokojnych przejażdżek po leśnych ostępach, dziewczyna przypadkowo znajduje, leżącą w krzakach, nieprzytomną postać, która niefortunnie uleciała z pobliskiego mostka. Pechowym nieszczęśnikiem okazuje się być nie kto inny, jak płomiennoruda Ida, która z właściwą dla siebie żwawością, podejmuje szybką decyzję wynajęcia małego pokoiku w mieszkaniu Doroty. Czy niespodziewane spotkanie obu  postaci było jedynie wynikiem przypadku, czy może poczciwy palec losu wcześniej zaplanował ich przyszłość, krzyżując z uwagą ich drogi?

Małgorzata Musierowicz, w kolejnym tomie serii "Jeżycjada", z właściwą dla siebie niewymuszoną lekkością, przedstawia temat miłości, w początkowym jej stadium, w zarodku, która przejawia się w jeszcze nieśmiałych pierwszych spojrzeniach, pełnych nie tylko gorącego żaru, ale przede wszystkim oddania i bezpieczeństwa. Autorka snuje swoją powieść wokół typowych dylematów młodego pokolenia, nieodpornego na kolejne miłosne uniesienia i romantyczne porywy serca. Mamy tu nie tylko sentymentalnego Ignacego - Grzegorza, który będąc w uczuciowej żałobie po bolesnym rozstaniu z ukochaną McDdusią, próbuje na nowo posklejać swoje złamane serce, ale również spokojnego Józefa, w którego w końcu również uderza z całą siłą bezlitosna strzała amora.

Uwielbiam całą Jeżycjadę! Książki, które towarzyszą mi od dzieciństwa, zawsze niosły z sobą niezwykły i jedyny w swoim rodzaju ładunek ciepła, który rozpala serce żarem przywiązania i prawdziwej jedności. Po raz kolejny Małgorzata Musierowicz oddaje w ręce czytelnika powieść, która buduje w świadomości czytelniku niezbitą wiarę w człowieka, jego zamiary, które zwykle ukierunkowane są na wspólne dobro. Kultywuje również samą naturę, zwraca uwagę na cud stworzenia, które objawia się w życiu doczesnym w zwykłym powiewie wiatru, w promiennym słońcu odbijającym się w czystych kroplach rosy czy cichym bzyczeniu osy.
Nie będę nikogo zachęcać do sięgnięcia po "Wnuczkę", bo każdy, kto czuje się związany z całą serią, na pewno książkę przeczyta. Cieszę się, że miałam okazję poznać tytułową Dorotę i z utęsknieniem już czekam na tom kolejny!:)
Ocena: 10/10

44 komentarze:

  1. Z tej serii czytałam tylko Idę sierpniową, dwukrotnie, co rzadko mi się zdarza, bardzo miło ją wspominam. Kiedyś chciałam zebrać całą serię i chyba się o to pokuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę sobie zrobić właśnie taką piękną kolekcję Musierowicz :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam prawie wszystkie części jak byłam nastolatką. Miło powspominać ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Od dawna zastanawia mnie jak to się stało, że w dzieciństwie/nastoletnich latach nigdy nie spotkałam się z Musierowicz. Potem poznałam jej nazwisko, czytałam całą masę pozytywnych recenzji ale do dziś nie czytałam żadnej książki. Najwyższa pora to zmienić, choć pewnie nie będę miała już takich wrażeń jak gdybym czytała mając naście lat.

    OdpowiedzUsuń
  5. Choć uwielbiam tę serię, to jeszcze nigdy nie udało mi się jej skończyć. :_:
    ~Księżycowa Pani

    OdpowiedzUsuń
  6. Książka nie dla mnie, jednak klimaty moje :) Życie na wsi :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Cieszę się, że książka trzyma poziom, podobnie jak cała seria. Ja co prawda obecnie wolę nieco doroślejszą literaturę, ale polecę niniejszą pozycję mojej nastoletniej siostrzenicy.

    OdpowiedzUsuń
  8. W dzieciństwie czytałam kilka książek Musierowicz, ale nie przykładałam wagi do chronologii, a poza tym większość wydarzeń i postaci już dawno zapomniałam. Widzę, że najnowsza część wzbudza skrajne opinie. Jedni chwalą, a inni mówią, że Musierowicz już dawno powinna była skończyć pisanie kolejnych tomów. Czasami mam ochotę poznać całą Jeżycjadę, może kiedyś to zrobię :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Polecam, rzeczywiście, te pierwsze tomy serii były bezsprzecznie najlepsze, ale ostatnie części, według mnie, też są niczego sobie. Zresztą muszę dodać, że nawet gdyby pani Musierowicz pisała największe bazgroły i głupoty, to ja i tak z pasją bym je przeczytała, nie potrafię już być obiektywna wobec jej twórczości po prostu:)

    OdpowiedzUsuń
  10. bliżej mi już do 30stki niż 20stki a wciąż z niecierpliwością czekam na kolejen częsci kochanej Jeżycjady :) kilka ulubionych pozycji czytałam chyba po 5 razy i sięgam po nie nadal kiedy jest mi jakos tak smutniej- bo choć z perspektywy życia te heapy andy wydają mi się coraz mniej realne to ciepło bijące z tych opowiadań za każdym razem otula mnie w poczucie jakiegoś bespieczeństwa :) "wnuczkę" kupiłam zaraz jak pojawiła się w empiku :) i właśnie czytam - specjalnie nie spiesznie by jak najdłużej pobyc w towarzystwie Borejków :)

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja nie czytałam żadnego tomu, jak będę miała okazję to na pewno się zapoznam, bo zapowiada się ciekawie ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Musierowicz jeszcze w czasach szkolnych, jakoś niezbyt mnie zainteresowała, może teraz spojrzałabym na nią innym okiem? :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Musierowicz nigdy mi nie pasowała. Choć to może dlatego, że w dzieciństwie mało czytałem.

    OdpowiedzUsuń
  14. Czytałam kiedyś książki Musierowicz, miło je teraz sobie przypominać:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Uwielbiam tę serię, może jeszcze kiedyś do niej wrócę...

    OdpowiedzUsuń
  16. A ja nie znam tej serii.... Oj

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie lubię twórczości autorki, w ogóle, nie sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja jeszcze tej serii nie czytałam, ale mam nadzieję, że kiedyś i dla niej znajdę czas, bo wszyscy się ciepło wypowiadają o książkach Musierowicz ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. ... bo musisz wiedzieć, że uwielbiam Musierowicz:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Czytałam dwie książki z tej serii, ale do tej póki co mnie nie ciągnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. A ja nadal nie czytałam ani jednego tomu... :)

    OdpowiedzUsuń
  22. pamiętam Jeżycjadę z mojego dzieciństwa i wtedy rzeczywiście byłam zachwycona. Ale dziś? Nie wiem, czy dałabym się znów skusić ;) Nie zrobiło się nudno i przewidywalnie?

    OdpowiedzUsuń
  23. Piękna recenzja! Właśnie czytam "Wnuczkę..." i jest tak, jak napisałaś. Serię niemal skompletowałam za pomocą wymianek książkowych, a odkryłam ją...kilka lat temu, jako osoba bardzo już dorosła. Kiedy pojawiła się Jeżycjada na rynku już studiowałam i wtedy interesowały mnie zupełnie inne książki (nie tylko kierunkowe, ale także literatura piękna, był to czas odkrywania pisarzy iberoamerykańskich).
    Uważam, że w każdej, nawet bardzo dojrzałej i poważnej osobie jest i dziecko i nastolatka i warto od czasu do czasu poczytać im książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Cieszy mnie ta wysoka nota i cieszę się, że ta przygoda może trwać:)

    OdpowiedzUsuń
  25. Mam ambitny plan, by przeczytać całą ,,Jeżycjadę" i dotrzeć do ,,Wnuczki do orzechów" - może kiedyś się uda :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Planuję zabrać się za tę serię od początku :P

    OdpowiedzUsuń
  27. Jak byłam młodsza to zaczytywałam się w "Jeżycjadzie" i dobrze ją wspominam... może keidyś do niej wrócę ;)

    http://pasion-libros.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  28. Czytałam kilka tomów dobrych kilkanaście lat temu i byłam nimi oczarowana. Chętnie wrócę do tej serii :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Nie mogę się doczekać, aż ta książka wpadnie w ręce, ten cykl jest tak magiczny (choć nie ma ani grama magii), że ciężko mu się oprzeć! :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Ja mam zaległe 3-4 ostatnie tomy. Uważam, że te pierwsze były najlepsze :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Kocham, choć zaczynam z Jeżycjadą to Musierowicz już kocham! Zazdroszczę kolekcji. Pozdrawiam, Marcelina ;)

    OdpowiedzUsuń
  32. Ja za autorką nie przepadam, nie wiem czemu, ale po prostu. Nie sięgnę;)

    OdpowiedzUsuń
  33. Wstyd się przyznać ale nie czytałam nic pani Musierowicz, mam w domu "Kwiat kalafiora" może na tę książkę w końcu się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  34. Ach zapomniałam dodać - piękną masz kolekcję książek pani Musierowicz :)

    OdpowiedzUsuń
  35. wstyd przyznać, ale jeszcze nie przeczytam ani jednej książki tej autorki, ale na pewno to nadrobię! Widać w poście pasję!

    OdpowiedzUsuń
  36. Nie jest to mój klimat. Nie sięgnę na pewno po tą książkę. Ale recenzja zachęca do przeczytania dzieła. Czekam na recenzję związaną z fantastyką, fanasy, horrorem lub sensacją. Wtedy pewnie do czegoś ciekawego mnie przekonasz. Pozdrawiam i czekam.

    http://darkarposwiecenie.blogspot.com/2014/10/prolog.html

    OdpowiedzUsuń
  37. Muszę kiedyś przeczytać pozostałe książki Musierowicz, bo większość z tych, które czytałam, podobały mi się :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Nie potrafię przekonać się do tej autorki. Kilka osób mi już polecało Jeżycjadę właśnie, ale wciąż się opieram... W ogóle nie mój klimat i obawiam się, że będę się nudzić :/

    OdpowiedzUsuń
  39. Ale to dawno była.. Kiedyś przeczytałam Jeżycjadę, polubiłam bohaterów. Ale teraz jakoś nie mam ochoty na powrót...

    OdpowiedzUsuń
  40. Czytałam kilka książek z serii i bardzo mi się podobały. One są przepełnione ciepłem, dobrem, są piękne w swojej prostocie. Kiedyś muszę wrócić do Jeżycjady i przeczytać wszystkie części :D

    OdpowiedzUsuń
  41. Właśnie czytam "Wnuczkę", a Jeżycjada to moja ukochana seria, na razie mam w domu tylko jej 2 tomy ( resztę wypożyczałam z biblioteki), ale mam nadzieję, że kiedyś uzupełnię swoją kolekcję :)

    OdpowiedzUsuń