środa, 8 października 2014

DEBIUT UDANY CZY NIEUDANY? OTO JEST PYTANIE!




Każdy literacki debiut to perspektywa powiewu pisarskiej świeżości, na którą składa się klika istotnych czynników. Specyficzne pióro autora, jego niepowtarzalny styl, własne i subiektywne spojrzenie na sprawy bieżące, właściwy stopień wrażliwości, a przede wszystkim określone pokłady wyobraźni, które są nie tylko czynnikiem zapalnym danej historii, ale również jego głównym motorem napędzającym akcję, poprzez siatkę pasjonujących lub mniej zdarzeń. Literacki debiut to często zupełnie nowe spojrzenie na tematy, w których o swoistą awangardę czy wynalazczość jest coraz trudniej, bowiem żyjemy w świecie, w którym każdy dowolny temat doszczętnie już wyczerpano w książkach. Czy w przypadku recenzowanej niżej powieści, debiut autorki równoznaczny jest z nieszablonowością i oryginalnością? Przeczytajcie.

"Podróży z Doliny Harshdell" Beaty Grynczel to zupełnie nowy głos w świecie literatury fantasy, w którym autorka w swojej historii oparła się o dobrze znany motyw podróży. Czworo doświadczonych przez życie osób: Galandir, Culchie, Adi i Thalianna - zatrzymuje się w mrocznej karczmie w samym sercu Doliny Harshdell, która stanowi dla nich swoisty przystanek w ich trudnym, bezcelowym życiu. Każdy z bohaterów szuka własnej drogi, odpowiedniej ścieżki, która otworzy w końcu podwoje do upragnionego szczęścia, harmonii i poczucia spełnienia. Każdy z nich pragnie zniszczyć własne demony przeszłości, których zagorzały i świszczących oddech nie daje o sobie zapomnieć, przypominając o nieznośnym cierpieniu i bólu w każdym wymiarze życie. Jedna wspólna wyprawa, naznaczona strachem, ale i walką nie tylko o własne zdrowie, ale i życie towarzyszy, odmieni każdą z postaci, piętnując ich uczuciem prawdziwej przyjaźni. Czwórka głównych bohaterów bowiem wyruszy w pełną niebezpieczeństw podróż, która stanowić będzie dla nich nie tylko pełną przygód i niebezpieczeństw wyprawę w nieznane, ale będzie również nietypową tułaczką wokół nieodkrytej jeszcze przestrzeni własnych lęków, pasji czy dziwactw. Jak potoczą się losy bohaterów? Czy magia i dobro wygra z prawdziwym złem i okrucieństwem?

Nie mam nic przeciwko debiutom literackim, wręcz przeciwnie, lubię sięgać po utwory nieznanych jeszcze na rynku wydawniczym autorów, bowiem zawsze istnieje cicha nadzieja na wyłowienie wśród nich prawdziwej, nieoszlifowanej jeszcze perły. Powieść pani Beaty Grynczel zapowiadała ciekawą, pełną magii i przygód historię o czwórce walecznych bohaterów, którzy znudzeni prozą życia, zagubieni w plątaninie własnych niepowodzeń i smutków, postanawiają wyruszyć wspólnie w daleką podróż w nieznane. O ile braku wyobraźni  nie można autorce w żadnym wypadku zarzucić, to warstwa stricte techniczna i warsztatowa, według mnie (zaznaczam!), wymaga jeszcze dopracowania.

Płascy, jednowymiarowi bohaterowie, których przeszłość jest opowiedziana jakby w przelocie, nie są w żadnym wypadku zdolni zaskarbić serce czytelnika, bowiem mało co o nich nie wiemy. Są papierowi i niewiarygodni. A szkoda, bo doszlifowanie warstwy charakterologicznej każdej postaci, z miejsca ożywiłoby całą historię. Kolejnym istotnym niedociągnięciem to niespodziewane przeskoki w akcji czy niedopowiedzenie kilku znaczących wątków, które jak wiemy, wzbogacają każdą opowieść. W tej historii wszystko dzieje się za szybko, nieraz miałam wrażenie, że czytam opowiadanie, a nie prawdziwą powieść z gatunku fantasy. Zakończenie również jest mało satysfakcjonujące. Niby winno chwytać czytelnika za serce, wzruszyć, rozczulić, a na mojej twarzy wywołało jedynie wzgardliwy uśmiech.

Nie lubię pisać niepochlebnych słów na temat jakichkolwiek książek, bowiem doskonale zdaję sobie sprawę, ile stresu, wylanych strumieni łez czy hektolitrów potu wiąże się z napisaniem, a w końcu i wydaniem własnej upragnionej historii. Każda książka to dla autora "wychuchane literackie dziecko". W przypadku tej książki, pozostaję jednak obojętna na jego uroki. Cała opowieść przypadnie z pewnością do gustu czytelnikom, którzy szukają luźnej i niezobowiązującej historii na jeden wieczór, bowiem mimo nadmienionych wyżej niedociągnięć, lekki styl autorki sprawia, że kartki przewijają się jakby same, niepostrzeżenie prowadząc nas do końca opowieści.
Ocena: 5/10

Za egzemplarz książki do recenzji bardzo serdecznie dziękuję:







34 komentarze:

  1. Debiut to ryzyko dla czytelnika, to po pierwsze ;) a ocena to już kwestia indywidualna. Ale nie jestem pewna, cyz by mi się spodobało...

    OdpowiedzUsuń
  2. Generalnie boję się debiutów, ale za to jak już na jakiś trafię (świadomie), to staram się wczytywać bardziej w samą historię, ignorując luki w stylu, bo to raczej można poprawić. Ta historia jednak nie bardzo mnie zainteresowała, więc raczej odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Raczej nie sięgnę po tak średnią książkę. A po debiuty często sięgam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba na razie nie mam chęci na tę książkę, mam wiele fajniejszych pozycji na liście do przeczytania :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Fantasy i polski autor to czynniki, które pobudziły moje ośrodki szczęścia. Zaraz jednak kompletnie zbiłaś mnie z tropu wytknięciem książce mierności :/ Naprawdę mam ciężki orzech do zgryzienia, bo chciałam spróbować się w tę historię zagłębić, ale skoro wszystko jest w niej płaskie, to boję się, że złamię sobie kark gdy zechcę w nią wskoczyć.

    OdpowiedzUsuń
  6. Fabuła na pewno niecodzienna, pomimo tych minusów myślę, że dam jej szansę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Fabuła wydaje się bardzo ciekawa, ale jak widać, to nie wystarczyło. A szkoda, bo zapowiadało się interesująco :)

    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. To chyba coś dla mnie :) Aczkolwiek biję się sięgać po polskich debiutantów :(
    Też nie lubię krytykować zbytnio powieści, ale czasem to nieuniknione :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja tez lubię debiuty, to zawsze wiąże się z ryzykiem, bo nie każdy jest dobry, ale widać, czy autorzy rokują na przyszłość. W tym wypadku odpuszczę, bo fantasy obecnie nie jest moim ulubionym gatunkiem.

    OdpowiedzUsuń
  10. Debiuty to zawsze ryzyko, ale dzięki Twojej recenzji, z tym eksperymentować nie będę

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytuję debiuty i nie każdy, niestety, zachwyca od razu. W tej chwili książki Pani Beaty n ie przeczytam gdyż mam spory stos do ogarnięcia :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Widzę, że nie tylko ja się dałam skusić na debiuty, o których niewiele wiadomo. Sięgając po taką książkę zawsze jest ryzyko, ale cóż - trzeba je podjąć. Szkoda, że tym razem nie było idealnie, ale trzymam kciuki za autorkę, w końcu fantastyka to trudny gatunek.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ostatnie jedenaście słów, jakie napisałaś to powód mojej chęci do sięgnięcia po "Podróż z Doliny Harshdell ;-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Tematycznie bardzo mi pasuje ale zastanowię się jeszcze nad tym tytułem.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie stronię od debiutów, ale mam wrażenie, że ta książka może mnie nie zadowolić.

    OdpowiedzUsuń
  16. Lubię, gdy książkę się lekko czyta, ale to zdecydowanie nie mój gatunek...

    OdpowiedzUsuń
  17. Oj, szkoda, szkoda. Dobrze jednak znać Twą opinię, by niepotrzebnie nie tracić czasu.

    OdpowiedzUsuń
  18. Takie debiuty lubię. A książki z gatunku fantasy dawno nie czytałam, więc tym bardziej z chęcią zajrzę.

    OdpowiedzUsuń
  19. Osobiście lubię debiuty, tylko wtedy gdy są udane, ale jestem wstanie docenić starania autora (nie zawsze :) ) Chyba nie sięgnę po tą pozycję :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Debiuty to nie tylko wyzwania dla autorów, ale i dla czytelników. Wierz mi, że chyba nie znajdzie się normalny recenzent, który z radością będzie krytykował czyjeś dzieło, ale czasami - by być w zgodzie ze sobą i swoimi czytelnikami - tak trzeba. Także ja gratuluję Ci recenzji, a książki, mimo niedociągnięć, całkowicie nie skreślam.

    OdpowiedzUsuń
  21. I tak nie znalazłabym czasu dla kolejnej książki. Szkoda, szczególnie nie lubię kiedy bohaterowie są płascy.

    OdpowiedzUsuń
  22. Akurat nie przepadam za fantasty, więc bez większego żalu daruję sobie tę książkę skoro nie jest to zachwycający debiut.

    OdpowiedzUsuń
  23. Rzadko sięgam po fantasy, ale kto wie - może kiedyś.

    OdpowiedzUsuń
  24. Ostatnimi laty mnóstwo ludzi debiutuje w Polsce jako pisarz. I jak to w życiu bywa - raz lepiej, raz gorzej. Tę pozycję na razie sobie odpuszczam.

    OdpowiedzUsuń
  25. Tym razem to nie jest książka dla mnie, nie moja tematyka..

    OdpowiedzUsuń
  26. Tym razem to nie jest książka dla mnie, nie moja tematyka..

    OdpowiedzUsuń
  27. Raczej nie dla mnie, wielkim fanem fantastyki nie jestem i rzadko po nią sięgam ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Wiem, że nie ocenia się książki po okładce, ale ta mnie zniechęca.

    OdpowiedzUsuń
  29. O rany dawno mnie nie było, a tu takie zmiany :) Co do książki nie czuję się przekonana, dlatego też szukać raczej nie będę. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Jaki uroczy ten blog! Prześliczna grafika. A co do książki - no cóż, słabo wyszło;)

    OdpowiedzUsuń
  31. Niestety dawno temu, doznałam kilku... nieprzyjemnych rozczarowań w związku z naszymi rodzimymi pisarzami i od tamtej pory raczej selektywnie dobieram książki, których autorzy mają pochodzenie Polskie. A do debiutów nie mam zaufania za grosz! Jeśli w tej książce "nawala" kreacja bohaterów, to niestety jestem zmuszona ją skreślić. Dla mnie, bohaterowie to filar podtrzymujące całą książkę, a jeśli on jest... niezadowalający, to niestety cała powieść traci u mnie na wartości.
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
  32. Nie czytałam tej książki, może autorka wyda kolejną - ciekawszą. :-)

    OdpowiedzUsuń
  33. no cóż to zdecydowanie nie moje klimaty;/

    OdpowiedzUsuń
  34. Rzadko sięgam po fantastykę, a jak już to tylko tę z najwyższej półki, już docenioną. Nie chcę niepotrzebnie uprzedzić się do gatunku, który już nie należy do moich ulubionych.

    OdpowiedzUsuń