sobota, 1 marca 2014

"TAJEMNICA SZKOŁY DLA PANIEN"

Debiutancka powieść Joanny Szwechłowicz: "Tajemnica szkoły dla panien" posiadająca liczne rekomendacje oraz mnogość patronów medialnych, zdawać by się mogła lekturą obowiązkową dla każdego książkowego mola. Czy zgadzam się z powszechnym entuzjazmem? Jakie są moje wrażenia po lekturze tej książki?

Mańkowice, okres dwudziestolecia międzywojennego. Na pozór spokojnym miasteczkiem wstrząsa prawdziwa tragedia - w prywatnej szkole dla dziewcząt zostaje znalezione ciało jednej z podopiecznych - Marianny. Wszystko wskazuje na to, że dziewczyna, pochodząca z ubogiej rodziny, której historia i pochodzenie dalekie jest od moralności i cnotliwości, samowolnie popełniła samobójstwo. Ciało młodej kobiety znajduje miejscowa nauczycielka przyrody - Łucja Kalinowska. Wykształcona i błyskotliwa profesorka zdaje się być początkowo główną bohaterką tej powieści. To właśnie ona, jako jedna z pierwszych wśród mieszkańców Mańkowic, poddaje w wątpliwość przyczynę śmierci uczennicy. Wzbudzająca ogólną sympatię czytelnika,  postać młodej nauczycielki, dość szybko znika z kart powieści, przy czym autorka natychmiast zastępuję jej osobę całą paletą innych różnobarwnych postaci. I tym samym poznajemy wachlarz osobliwych mieszkańców Mańkowic, na czele z apatycznym policjantem Hieronimem Ratajczakiem, którego kariera mundurowego opiera się głównie na leniwym tropieniu drobnych złodziejaszków. Śmierć uczennicy, z całą swoją zagadkowością i narastającymi niedomówieniami, spada z impetem na jego wątłe i niedoświadczone ramiona. Tym bardziej, że w zbrodnię zdają się być wplątani najznamienitsi mieszkańcy - zięć burmistrza i dyrektor miejscowego szpitala. Czy policjant rozwiążę niejasną zagadkę śmierci dziewczyny? Czy w końcu zdobędzie upragnione uznanie i posłuch społeczeństwa? 

"Tajemnica szkoły dla panien" to pozycja, która z dniem premiery stała już na mojej książkowej półce. Oryginalna okładka oraz rekomendacja, niezaprzeczalnie przyczyniły się do wyboru akurat tego dokładnie tytułu. Niestety, na tym kończą się znaczące zalety czytanej powieści. Joanna Szwechłowicz nie stworzyła typowej powieści kryminalnej, w której wątek zbrodni wysnuwa się na pierwszy plan, wręcz odwrotnie, autorka cały motyw zabójstwa pozostawiła gdzieś w tle, skupiając się przede wszystkim na przedstawieniu swoich barwnych postaci, ich zachowaniach i życiu w międzywojennej rzeczywistości. Przyznaję, że upodobałam sobie kilku bohaterów, w tym przede wszystkim osobliwą Annę - ekscentryczną dziennikarkę, która pragnie na siłę wydostać się ze sztywnych ramion konwenansów.

Według mnie, książkowe postacie przyćmiły jednak najważniejszy temat powieści. Autorka skupiając się nadmiernie na sferze obyczajowej swojej książki, zboczyła niezamierzenie z obranej  ścieżki, gubiąc gdzieś po drodze cały kryminalny wątek powieści, który zapowiadał się bardzo ciekawie i niebanalnie. Szkoda, bo bardzo przypadł mi do gustu barwny i plastyczny styl autorki połączony z oryginalnym i inteligentnym żartem. I za to, przede wszystkim, względnie wysoko oceniłam tę pozycję.
Czy książkę polecam? Według mnie, powieść znajdzie swoją rzeszę fanów, których zachwyci sugestywny styl autorki, przyczyniając się tym samym do zmniejszenia ich poczucia znudzenia, które mi osobiście momentami towarzyszyło. 

Ocena: +4/6



2 komentarze:

  1. Tak, też lubię takie klimaty retro jak na okładce :)

    OdpowiedzUsuń
  2. The coats was well cut and well made .

    OdpowiedzUsuń