poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Chmury z ketchupu - Annabel Pitcher

 
Tytuł: Chmury z ketchupu
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Data wydania: 18 lipca 2018  
Autor: Annabel Pitcher
Liczba stron: 344

Podczas lektury powieści z nurtu Young Adult nieobce mi ostatnio było uczucie przesytu i swoistego znudzenia. W końcu ileż można czytać o okaleczonych przez życie bohaterkach, które, zdaje się, że w najgorszych momentach swojego istnienia, poznają niesamowicie przystojnych partnerów, zwykle przyszłych mężów, którzy jednym swoim spojrzeniem odsuwają na bok wszystkie troski i dotychczasowe zmartwienia. 

Zmęczenie powielanym w wielu powieściach schematem sprawiło, iż na jakiś czas odrzuciłam książki o młodych dorosłych. Tym większe więc brawa należą się Wydawnictwu Papierowy Księżyc, które sprawiło, iż zupełnie na nowo zakochałam się w tym gatunku. A wszystko za sprawą jednej niesamowitej powieści, o zupełnie niepozornym tytule „Chmury z ketchupu”, zdobywcy nagrody im. Edgara Allana Poego w kategorii Najlepsza powieść Young Adult!

Książka już poprzez swoją epistolarną formę znacząco wyróżnia się spośród innych tytułów. Czytelnik pozostaje więc odbiorcą listów, ale z pewnością nie typowych i byle jakich, bowiem pisanych przez nastolatkę do dorosłego mężczyzny, który osadzony w więzieniu za popełnią zbrodnię, oczekuje własnej egzekucji. Karą za morderstwo jest bowiem bezlitosny wyrok śmierci. Zoe, główna bohaterka recenzowanej powieści, traktuje listy jako swoistą terapię, która pozwolić ma jej rozliczyć się z własnymi występkami i grzechami. A te czytelnik poznaje niejako od końca. Zoe opowiada w nich więźniowi o całej swojej historii, która prowadzi do strasznego finału – popełnionej przez nią zbrodni. 

Nastolatka w pisanych przez siebie listach opisuje wszystkie wydarzenia, które doprowadziły ją do tego strasznego momentu. Świadomie zmienia swoje dane osobowe, by już dalej móc skrupulatnie pisać całkowitą prawdę: o swojej rodzinie, która przeżywa własne problemy. O nadopiekuńczej matce, która niejako zmusiła dziewczynę do wypowiedzenia pierwszych kłamstw. O swojej pierwszej miłości i chłopaku, który nieodwołalnie skradł jej nastoletnie serce. 

Incydent Zoe, który bohaterka stopniowo opisuje w listach, pozostaje w  sferze całkowitej tajemnicy. Nikt bowiem z otoczenia dziewczyny nie wie, co dokładnie się stało. Ukrywany sekret zaczyna jej ciążyć, stając się niemożliwym do udźwignięcia brzemieniem. Co takiego zrobiła Zoe, że nawet bliska jej sercu rodzina, nic nie wie o całym zdarzeniu? Co łączy zupełnie przypadkowych bohaterów: nastolatkę przeżywającą pierwsze miłostki i doświadczonego przez życie brutalnego mordercę? 

Tajemnicza śmierć, nastoletnie rozterki, burzliwy trójkąt miłosny czy w końcu kłopoty rodzinne – to tylko kilka z wielu wątków, z powodzeniem podjętych w recenzowanej powieści. Co najważniejsze w tym przypadku, żaden wspomniany element nie jest naciągany i naiwny, wszystko układa się przekonującą, mądrą całość, która finalnie zapiera dech w piersi. Poważnie. Książka nie obfituje również w nudne opisy miłosnych uniesień, często mocno podkoloryzowanych, które z czasem zaczynają być po prostu niesmaczne i dość mocno usypiające. Tutaj wszystko jest odpowiednio wysublimowane i delikatne. Tak jak przystało na wchodzącą w dorosłość młodzież, która dopiero zaczyna raczkować w temacie miłości i seksu.

 Nie ma też tutaj krzyczących kontrastów w zachowaniach bohaterów. Każdy ruch postaci jest całkowicie zgodny z ich charakterem. Brawa należą się przede wszystkim świetnie wykreowanej postaci Zoe. Dziewczyna jest całkowicie zwyczajną, nieprzerysowaną nastolatką, która za cenę wyjścia na domówkę, jest w stanie nieco nagiąć fakty i okłamać rodziców. Wydawać by się mogło, że na tym jej grzeszki się kończą, w końcu Zoe już na pierwszy rzut oka zdaje się być się inteligentną i uczynną dziewczyną, która oprócz wzorowych ocen, zawsze z uwagą troszczy się o swoje młodsze rodzeństwo. Czym więc zasłużyła sobie, by nosić na swoich nastoletnich ramionach tak duże brzemię? 

„Chmury z ketchupu” to książka, która przekonuje podjętym, naładowanym emocjonalnie tematem oraz zupełnie nieszablonową w gatunku Young Adult epistolarną formą. Ja tę powieść kupuję w całości, a Wam szczerze  polecam lekturę.
Ocena: 8/10
 
Za egzemplarz książki do recenzji serdecznie dziękuję: 
 
https://papierowyksiezyc.pl/
 
 

poniedziałek, 30 lipca 2018

Jak zatrzymać czas - Matt Haig


Tytuł: Jak zatrzymać czas
Wydawnictwo: Zysk i Sk-a
Data wydania: 16 kwietnia 2018  
Autor: Matt Haig
Liczba stron: 426

Lęk przed nieuchronnym upływem czasu tkwi głęboko w każdym człowieku. Boimy się starości i związanej z nią słabości. Boimy się śmierci i tego, co następuje po niej. Nienagannie i z uśmiechem ukrywamy pojawiające się kącikach oczu zmarszczki, dziękując w duchu naszemu zaprzyjaźnionemu chirurgowi plastycznemu i jego godnym pozazdroszczenia  umiejętnościom. Jednak przed czasem nie można uciec. Czas i tak nas dogoni, żłobiąc w skórze kolejne zmarszczki, odbierając nam resztki energii i wigoru. 

Tom Hazard, wbrew ogólnemu trendowi, ma za dużo czasu. Od setek lat mężczyzna skrywa głęboko w sobie przerażający sekret Choć z pozoru wygląda na przeciętnego czterdziestokilkulatka, w rzeczywistości żyje już od setek lat, zmieniając co jakiś czas swoją tożsamość. A wszystko po to, by w trosce o własne bezpieczeństwo, ukryć swoją przypadłość. Mężczyzna, jako nastolatek, przestał się starzeć, a mówiąc ściślej, jego organizm starzeje się bardzo, bardzo powoli – w ciągu piętnastu lat zaledwie o jeden rok. 

Ta nieodkryta i tajemnicza choroba zaczęła wzbudzać zainteresowanie otoczenia, w którym wychowywał się Tom. W czasach powszechnej egzekucji oraz palenia czarownic na stosie, w czasach zabobonów, ciemnoty ludzkiej, wiary w magię i siły nieczyste, rodzina chłopca zaczęła być piętnowana i prześladowana przez jego dziwną przypadłość, a matka chłopca nieprzypadkowo została oskarżona o czary. Śmierć ukochanej matki stała się dla nastoletniego chłopca ogromnym ciężarem, uświadamiając mu z całym impetem o niebezpieczeństwie i przekleństwie jego przypadłości. Zmuszony do nieustannego zmieniania miejsca pobytu, Tom próbuje żyć tak, by nie wzbudzać nadmiernego zainteresowania otoczenia.

W końcu młodzieniec dołącza do sekretnego Stowarzyszenia Albatrosów, zrzeszających ludzi podobnych do niego – alb, które mimo upływu czasu, pozostają wciąż młode i silne. Grupa ta ma na celu utrzymać w tajemnicy istnienie choroby długowieczności, wspierając swoich członków i gwarantując im dostatnie, choć niepozbawione wad, życie. Jednak w chwili, gdy Tom przyłącza się do stowarzyszenia, jego życie zaczyna tracić na intensywności: kolorowe barwy codzienności szarzeją, a zasady sekretnej grupy zaczynają mężczyznę mocno uwierać. W końcu nadrzędną ideą stowarzyszenia jest życie w pojedynkę, bez ulegania miłosnym uniesieniom i romantycznym porywom serca. Wszystkie zasady stają się dla Toma mało  istotne w chwili, gdy poznaje w Londynie piękną nauczycielkę, która zdaje się nadmiernie zainteresowana jego postacią…

Nostalgiczna, melancholijna, mocno filozoficzna książka o istocie czasu, o człowieku i jego naturze, w końcu i o życiu w ogóle – tak w paru słowach można opisać powieść „Jak zatrzymać czas” Matta Haiga. Autor stworzył niebanalną, a przy tym niesamowicie subtelną opowieść, obnażającą ludzkie przywary, zmuszającą do refleksji nad kondycją świata, nad istotą czasu, który zamyka się jak krąg. Zapatrzeni w przyszłość, nie zauważamy piękna teraźniejszości. Niepogodzeni z przeszłością, nie potrafimy udźwignąć tego, co tu i teraz. Już dawno żadna książka beletrystyczna nie stanowiła tak dużego źródła niesamowitych cytatów. Autor maluje wręcz słowem, tworząc piękne literackie kolaże i obrazy. 

Tom, z racji swojego wieku, przeżył ogromny kawał historii. Dzięki wplecionym w powieść migawkom z życia bohatera, możemy doświadczyć bogactwa jego przygód. Mamy niesamowitą okazję poznać mężczyznę w chwili, gdy występował u boku słynnego Szekspira na londyńskiej scenie teatralnej, w czasach, gdy teatr bez względu na status społeczny stanowił największą rozrywkę mieszkańców, w czasie, gdy przemierzał niebezpieczne wody z kapitanem Cookiem czy w końcu, gdy przy trunku miło gawędził z zdziecinniałym Fitzgeraldem o jego najnowszej opowieści. Te wszystkie historyczne sceny u boku doskonale nam znanych postaci, choć stanowią jedynie ułamek opowieści, składają się na niezwykłość całej książki.

Autor sprawnie przeplata z sobą teraźniejszość i przeszłość bohatera, dzięki czemu czytelnik otrzymuje pełen obraz historii jego życia, pierwszoosobowa narracja bezwzględnie zaś obnaża tkwiące głęboko w sercu Toma uczucia, jego myśli i opinie, które przez wieki zdążył w sobie wyrobić. Nieprzypadkowo więc od pierwszych stron kibicujemy bohaterowi, z pełnym zaangażowaniem śledząc jego losy. Prostolinijność i dobroć Toma widoczna jest w jego gestach i codziennych zachowaniach. To bezsprzecznie człowiek o dobrym sercu, którego największym przekleństwem jest czas i tęsknota za tym, co minęło. 

„Jak zatrzymać czas” to piękna, mocno refleksyjna powieść. Inteligentna i przejmująca. Niezapomniana i wyjątkowa. W mojej opinii historia powinna doczekać się wspaniałej ekranizacji z gwiazdorską obsadą. Zdecydowanie polecam.
Ocena: 8/10

Oficjalna recenzja dla portalu Sztukater:
https://sztukater.pl/
 


 


wtorek, 24 lipca 2018

Stosik lipcowy #1

"Nie mam czasu". "Brakuje mi doby". "Dzień mógłby się magicznie wydłużyć". Czy ostatnio często słyszycie te słowa, które mimowolnie padają z Waszych ust? W ostatnich dniach u mnie bowiem to norma. Dlatego późnym wieczorem przychodzę do Was nie z nową recenzją, a tylko z niewielkim stosikiem. Kilka nowości wpadło w ostatnim czasie do mojej biblioteczki. Na większe stosy dopiero czekam, także spodziewajcie się w najbliższych dniach podobnego postu. ;) A o czym są książki przedstawione na zdjęciu? O tym poniżej.


"NIE UKRYJESZ SIĘ"
Wciągająca opowieść o tym, że grzechy przeszłości zawsze nas odnajdą
Justine Cantrell jest szczęśliwą żoną i matką dwójki dzieci. Razem z przyjaciółką prowadzi firmę cateringową, a jej mąż Matt właśnie wydał swoją pierwszą książkę. Mają wymarzony dom pod Londynem, oddanych przyjaciół i udane kariery.

Justine i Matt skupiają się tak bardzo na pracy, że nie zauważają dziwnego zachowania nastoletniego syna Bena.Gdy Justine zachodzi w kolejną ciążę, wydarza się tragedia. Kobieta musi podjąć trudną decyzję i porzucić dotychczasowe życie.

Małe amerykańskie miasteczko, w którym kiedyś odwiedzała babcię w domku nad jeziorem, stanie się jej kryjówką. Jednak wkrótce Justine odkrywa tajemnicę, która może zagrozić jej równie mocno jak mroczne wspomnienia. 


"BLUSZCZ"
Julita przez wiele lat nosi maskę szczęśliwej żony i matki. Wierzy, że jej poświęcenie wystarczy do zbudowania trwałego małżeństwa oraz pełnej miłości rodziny. 
Elżbieta, bezdzietna, żyjąca samotnie lekarka, boryka się z myślami, które w jej głowie urastają do rangi problemu niepozwalającego cieszyć się z codzienności. Życiowe blokady przyjaciółek są efektem podjętych w młodości decyzji…

Bluszcz to powieść inna niż wszystkie. Anna H. Niemczynow porusza zakamarki duszy, które człowiek pragnie ukryć nawet przed samym sobą. Dotyka najtrudniejszych spraw, z jakimi niejednemu z nas przychodzi się zmierzyć. W sposób delikatny i subtelny pokazuje kierunki, których obranie może pomóc wydostać się z największych, na pozór nierozwiązywalnych trudności. Wywołuje uśmiech, daje nadzieję, emanuje spokojem i łagodnością. 


"NAZNACZONA"
Przemierzająca najpiękniejsze miasta świata historia o sile przeznaczenia
Magdalena ma niepokojący dar. Widzi słowa wypisane na ciele ludzi, których spotyka. Imiona, daty, szczegóły z życia opisują miłość, śmierć i grzechy, które popełnili.

Kiedy w Paryżu poznaje Neila, jest zaintrygowana, że na policzku ma wypisane jej imię. W mieście przebywa też jego ojciec, który chce odkryć prawdę o swej zmarłej matce, słynnej pisarce, która porzuciła go tuż po urodzeniu.

Chłopak zakochuje się w Magdalenie, urzeczony jej bladymi oczami i tajemniczą aurą. Ona sama rozpaczliwie próbuje naprawić błędy po śmierci najlepszej przyjaciółki, bo wie, że dzięki swojemu darowi mogła zapobiec tragedii.Przypadek albo przeznaczenie splatają losy trójki bohaterów, a dar Magdaleny może być kluczem do ich szczęścia.


"NIEODGADNIONY" 
Akademia Ellinghama to elitarna, prywatna szkoła w Vermont, dzieło życia Alberta Ellinghama, miejsce pełne łamigłówek i zagadek, wijących się ścieżek, ogrodów, ukrytych korytarzy i tajemnych przejść. Bo – jak twierdzi jej założyciel – „nauka jest zabawą”.

W 1936 roku, wkrótce po otwarciu Akademii, znikają żona i córka Ellinghama. Jedynym tropem w sprawie jest prześmiewczy list-zagadka, w którym tajemniczy Nieodgadniony podaje sposoby na morderstwo. Porwanie rodziny Ellinghama staje się jedną z największych nierozwikłanych zbrodni w historii USA.

Wiele lat później pasjonująca się sprawami kryminalnymi uczennica pierwszego roku Akademii, Stevie Bell, postanawia rozwiązać zagadkę z przeszłości. Najpierw jednak musi odnaleźć się w wymagających szkolnych realiach, wśród nowych ekscentrycznych przyjaciół.

Coś wisi w powietrzu. Mroczna postać z przeszłości nie daje o sobie zapomnieć. Nieodgadniony – a wraz z nim śmierć – powróci do Akademii.

***
 Czy któryś tytuł widzielibyście u siebie na półce? Jak Wasze stosy? Zaopatrzyliście się w nowe książki? 



poniedziałek, 16 lipca 2018

Skradzione laleczki - K. Dukey & K. Webster



Tytuł: Skradzione laleczki (tom 1) 
Wydawnictwo: Niezwykłe
Data wydania: 30 maja 2018  
Autor: K. Dukey & K.Webster
Liczba stron: 350

„Bycie lalką nie jest łatwe. Często bywa niebezpieczne. Lalki nie mogą wybierać, ale mogą być wybrane. Same nie mogą nic zrobić. Ale im można coś zrobić”. Cytat, zawarty we wstępie książki „Skradzione laleczki” idealnie portretuje oś, wokół której rozgrywa się fabuła powieści. Dwanaście lat temu czternastoletnia Jade, przebywając wraz z młodszą siostrą Macy na pchlim targu, została uprowadzona przez niebezpiecznego oprawcę. Od tego czasu dziewczynki były więzione przez psychopatycznego mordercę Benny’ego. Mężczyzna, traktował je niczym własne porcelanowe laleczki, znęcając się nad nimi, torturując, odzierając całkowicie z człowieczeństwa. 

Po czterech latach Jade, wykorzystując niedyspozycję Benjamina, ucieka z potwornego więzienia. Niestety nie zabiera z sobą siostry. Dziewczyna obiecuje sobie jednak, że za wszelką cenę wróci do oprawcy i wyrwie z jego rąk ukochaną Macy. Obecnie, już jako doświadczona pani detektyw, Jade wciąż żyje potwornymi wspomnieniami z okresu, gdy była więziona i torturowana. Tym bardziej, że nosi w sercu ciężar winy spowodowanej pozostawieniem młodszej siostry u boku psychopaty. Dlatego każda sprawa, każde nowe śledztwo, które trafia w jej ręce, traktuje bardzo indywidualnie, tak jakby w ten sposób mogła odkupić winę za Macy. 

W momencie, gdy jej najnowsza sprawa do złudzenia przypomina chore działania Benny’ego, Jade jest już pewna, że oprawca ponownie wrócił. Z pomocą swojego partnera, kobieta prowadzi śledztwo, które ma ją w końcu zaprowadzić do miejsca przebywania psychopaty, a przede wszystkim jej siostry Macy. Jade z uwagą śledzi nowe tropy, analizuje zachowania mrocznego Benny’ego, mając nadzieję, że wkrótce schwyta mordercę i wymierzy mu sprawiedliwość. Porywacz podejmuje wyzwanie i rozpoczyna chory spektakl, w którym główną rolę ma zagrać nie kto inny, jak właśnie Jade. Gdy trup ściela się coraz gęściej, a nieścisłości i pytania w prowadzonym śledztwie zaczynają się mnożyć, Jade już wie, że ponownie została ofiarą Benny’ego. Tylko czy tym razem pozwoli się ponownie schwytać oprawcy? 

Książka oceniona na popularnym portalu Lubimy czytać na wysokie osiem w skali dziesięciostopniowej to niejako obietnica doskonałej lektury. Tak było do czasu,  gdy sięgnęłam po „Skradzione laleczki” autorstwa duetu literackiego: Ker Dukey i K.Webster. Nie mam pojęcia, skąd ta wysoka ocena się wzięła i czym kierowali się czytelnicy, zachwalając w swoich recenzjach tę powieść. Nie chcę wchodzić w polemikę, bo o gustach się nie dyskutuje, ale osobiście dawno nie czytałam tak niedopracowanej, nudnej, naiwnej i źle napisanej opowieści. 

Zacznę może od głównej postaci, poturbowanej psychicznie Jade, która dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności zdołała uciec psychopatycznemu oprawcy. Zastanawia mnie przede wszystkim kwestia kariery zawodowa głównej bohaterki i testów psychologicznych, których w mojej opinii, ta skrzywdzona dziewczyna z pewnością, by nie przeszła, rekrutując się do policji. Ciężka przeszłość wciąż bowiem daje o sobie znać. Jej ogromne piętno widać gołym okiem w zachowaniu Jade, które dalekie jest bynajmniej od normalności. Tak skrzywdzona psychicznie i fizycznie osoba nie powinna sprawować podobnej funkcji, nie mówiąc już o rzekomych sukcesach, które kobieta odnosiła i odnosi  w swej detektywistycznej karierze. 

Kolejna sprawa to dość mroczne, przerażające w swej wymowie sceny erotyczne, które zajmują sporą część recenzowanej książki. Same w sobie nie uwierają podczas lektury, ale w świetle rozgrywających się później mrocznych wydarzeń i kluczowych morderstw, które mają miejsce, są mocno niesmaczne i przesadzone. Nie chcąc spolerować, nie mogę przybliżyć wspomnianych wątków, ale warto podczas lektury zwrócić na ten fakt uwagę. 

Brakuje w recenzowanej powieści przekonująco zarysowanej sfery psychologicznej, a przecież motyw uprowadzenia i długoletniego więzienia bohaterki daje ogromne możliwości pisarskie w tej materii. Zamiast tego mocny nacisk położono na erotyczną płaszczyznę powieści, w której wielokrotnie opisywane są z niesamowitą drobiazgowością sceny często brutalnych, niesmacznych w mojej opinii, zbliżeń. Jade, pomimo widocznego wpływu Benny’ego na jej codzienne zachowanie, dziwnych, wynaturzonych przyzwyczajeń i widocznych gołym okiem problemów z nawiązaniem bliższych kontaktów międzyludzkich, nie wykazuje cech typowych dla zespołu stresu pourazowego. Kobieta nie zachowuje się jak wieloletnia ofiara gwałtu i przemocy. Wręcz przeciwnie.  Mroczna przeszłość bohaterki motywuje ją do jeszcze efektywniejszej pracy zawodowej i łapania innych morderców. 

W całej recenzowanej powieści spodobało mi się tylko i wyłącznie mocne i zaskakujące zakończenie, które wpisuje się niejako w mroczny i brutalny klimat książki. To właśnie ono sprawiło, że całość tej mocno naiwnej i niedopracowanej powieści oceniam na cztery w dziesięciostopniowej skali.
Ocena: 4/10

Za egzemplarz książki do recenzji serdecznie dziękuję:
 

środa, 11 lipca 2018

Tam dokąd zmierzamy - B.N. Toler



Tytuł: Tam dokąd zmierzamy
Wydawnictwo: Niezwykłe
Data wydania: 9 maja 2018  
Autor: B.N. Toler
Liczba stron: 420

Dar widzenia zmarłych z pozoru wydaje się być umiejętnością, którą każdy człowiek chciałby posiadać. W końcu mielibyśmy niepowtarzalną okazję porozmawiać z naszymi przodkami, zamienić parę słów z dawno nieżyjącym znajomym. Jednak odrzucając na bok sentymenty, spoglądając na cały ten dar trzeźwym okiem, pojawiłaby się cała masa wątpliwości.

Wspomnianą wyżej umiejętność posiada Charlotte, główna bohaterka powieści „Tam dokąd zmierzamy”. Dziewczyna traktuje swoją przypadłość jako chorobę, która napiętnowała całe jej życie. W wyniku nieszczęśliwego wypadku bohaterka zaczęła dostrzegać sylwetki zmarłych. Jakby tego było mało, potrafi z nimi rozmawiać, słyszy wokół ich głosy. Zbłąkane dusze, zagnieżdżone w świecie realnym, pozostały na ziemi, z powodu niezamkniętych, niedokończonych spraw. I w tych sytuacjach wykorzystywany jest dar Charlotte, która wysłuchując próśb zmarłych, ma pomóc im rozwiązać niedomknięte problemy.

Jednak smutna  codzienność, w której nieustannie odsuwasz na bok własne sprawy, wsłuchując się w szepty duchów, nie może trwać wiecznie. Odtrącona przez najbliższych Charlotte, postanawia opuścić rodzinne strony, by podróżując samotnie po świecie, móc wciąż kontynuować swoją niewdzięczną pracę. Jednak doskwierająca coraz mocniej dziewczynie samotność zmusza ją w końcu do czynu ostatecznego – Charlotte postanawia popełnić samobójstwo. Jej wybawicielem okazuje się były żołnierz, niesamowicie silny i przystojny mężczyzna, który jest… duchem! 

Ike McDermott odwodzi dziewczynę od tej tragicznej w skutkach decyzji, obiecując pomoc w znalezieniu dachu nad głową, pracy i wiernych przyjaciół. W zamian Charlotte ma jednak dokończyć niedomknięte sprawy mężczyzny, które nie pozwalają przejść mu w spokoju na drugą stronę. Mówiąc krótko: dziewczyna ma zaopiekować się jego bratem bliźniakiem, który nie potrafi pogodzić się ze stratą. 

Charlotte podejmuje się zadania, nie zdając sobie jednak sprawy, że z biegiem czasu obdarzy gorącym uczuciem mężczyznę, który zginął wiernie służąc państwu, i z którym niebawem przyjdzie jej się pożegnać. Co z tego wyniknie? Czy bohaterka pomoże w ostateczności zmarłemu żołnierzowi, mając na uwadze fakt, iż wypełniając swoje zadanie do końca, będzie musiała pozwolić mu odejść?

Książka „Tam dokąd zmierzamy” już w chwili zapowiedzi wyraźnie zwróciła moją uwagę. W końcu paranormalny wątek związany z widzeniem zmarłych połączony z romantyczną i wzruszającą historią, to musiał być strzał w dziesiątkę. I tak w ostatecznym rozrachunku było! Autorka stworzyła z pozoru zupełnie niemożliwą opowieść, którą finalnie poprowadziła w tak realistyczny sposób, iż czytelnik, niczym w literackiej hipnozie, pochłaniał kolejne słowa, stopniowo zdając sobie ze smutkiem sprawę, iż niebawem dotrze do końca opowieści i przyjdzie mu pożegnać się z bohaterami. 

Charlotte, jako główna postać, uznawana za piękną, dobrą i inteligentną dziewczynę, może i była nieco zbyt idealizowana przez innych bohaterów powieści , ale z drugiej strony, czy jej uciążliwy dar, który napiętnował całe jej życie, nie świadczył o prawdziwej wrażliwości? Czy uznanie i podziw mieszkańców, których Charlotte poznała dzięki Ike, to nie nagroda za wieczne potępienie widoczne w oczach jej rodziców?

Gdybym miała na siłę przyczepić się, do któregoś elementu zawartego w książce, to może z uwagi na mój dość hardy charakter, mogłabym wspomnieć, iż liczyłam na mniej rozwinięty wątek romansu, a poszerzony ten, dotyczący bezpośrednio sfery paranormalnej, który nadałby całości metafizycznej nuty. Jednak jestem przekonana, iż bardziej romantyczne dusze będą całkowicie ukontentowane i docenią z pełną świadomością wspaniały i niesamowicie subtelnie zarysowany wątek nietypowego trójkąta miłosnego. Bo w powieści tworzy się dość niejednoznaczna relacja pomiędzy bliźniakami a główną bohaterką. Jednak nawet i mnie, czytelniczkę, która z dystansem podchodzi do romansów, totalnie on zauroczył i przekonał. 

Całość napisana jest lekkim, przystępnym językiem, który sprawia, iż czytelnik nieświadomie przewraca strona za stroną, nie zdając sobie sprawy, iż nieubłaganie zbliża się do finału opowieści. A zakończenie jest jak ciepły miód na okaleczone serce – optymistyczne i radosne. Nie musimy się więc obawiać, iż pomimo wzruszającej i mocno emocjonalnej tematyki o przemijaniu i śmierci, o nieuchronnym rozstaniu, otrzymamy mało satysfakcjonujące zakończenie. B.N. Toler z niemal matczyną troską zadbała o finalne losy swoich bohaterów, tym samym zdobywając również pełne zadowolenie czytelnika. A ja jestem usatysfakcjonowana w stu procentach. I tego Wam też życzę podczas lektury.
Ocena: 9/10 

Za egzemplarz książki do recenzji serdecznie dziękuję: 

http://www.wydawnictwoniezwykle.pl/


poniedziałek, 9 lipca 2018

Moje serce w dwóch światach - Jojo Moyes



Tytuł: Moje serce w dwóch światach
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 6 czerwca 2018  
Autor: Jojo Moyes
Liczba stron: 512
  
Pamiętacie roztrzepaną marzycielkę Lou Clark? W trzeciej części serii autorstwa Jojo Moyes ta niepoprawna romantyczka trafia w samo centrum świata – do głośnego  miasta - legendy, do ogromnej metropolii, która nie śpi nawet nocą – do Nowego Jorku. Bogaty i wpływowy amerykański biznesmen szuka bowiem asystentki dla swojej młodej żony. Pracę otrzymuje Lou. Dla dwudziestoośmioletniej dziewczyny, po życiowych perturbacjach, które miały miejsce w dwóch pierwszych tomach, to w końcu świetna okazja, by z pełną świadomością odciąć się od innych i skupić się na samej sobie. 

Dynamiczne i głośne, tętniące życiem miasto, w którym spełniają się ludzkie marzenia, zdaje się miejscem idealnym, by sumiennie realizować plan dotyczący własnej samorealizacji. Lou podejmie więc, z właściwym dla siebie entuzjazmem, próby życia zgodnie z rytmem miasta. Jej ekstrawaganckie podejście do mody niejako wpisuje się przecież w ramy nieszablonowego Nowego Jorku. Tylko czy prostolinijna, ufna i z natury dobra Lou odnajdzie się w zupełnie obcym, nie zawsze przyjaznym mieście, zamieszkiwanym przez ludzi równie wpływowych, co interesownych i chciwych? Tego już Wam w tej recenzji na pewno nie zdradzę, musicie się bowiem dowiedzieć sami. 

Muszę przyznać, iż swego czasu zastanawiałam się, w czym tkwi fenomen prozy Jojo Moyes. Rodzące się w głowie pytania pojawiały, co jakiś czas, aż do momentu przeczytania najpopularniejszej książki autorki, czyli „Zanim się pojawiłeś”. Wtedy przepadłam na wiele godzin. Sięgając po trzeci już tom, opisujący losy niesamowitej Lou z niecierpliwością czekałam, by ponownie spotkać tę totalnie zwariowaną, zawsze uśmiechniętą dziewczynę, która jakby nie było, dość dużo w swoim życiu ostatnio przeszła. Posada asystentki wpływowej milionerki otwiera przed Lou drzwi na najznamienitsze imprezy i przyjęcia, na których bawi się nowojorska śmietanka. Niestety praca ta wiąże się również z pełnym oddaniem wobec swoich pracodawców, w tym także z dotrzymywaniem najbardziej prywatnych sekretów i tajemnic, które niejednokrotnie przysporzą bohaterce mnóstwa kłopotów. 

Jakby tego było mało, problemy natury zawodowej zaczną się dość mocno przeplatać z rosnącą, trudną do okiełznania tęsknotą za Londynem, rodziną i domem rodzinnym, a także ukochanym Samem. Jednak pojawiające się nieporozumienia będą oddzielać znacznie, znacznie bardziej niż ocean i przebyte kilometry. Gdy na swej nowojorskiej drodze Lou spotka niesamowicie przystojnego i charyzmatycznego Josha, który wygląda jak wiernie odtworzona kopia Willa, w głowie dziewczyny pojawi się pytanie, czy serce pozostawione wraz z Samem w Londynie, to na pewno odpowiednie dla niego miejsce? W końcu ponowne spotkanie mężczyzny, tak podobnego do zmarłego, ale wciąż kochanego Willa, to nie może być zwykły przypadek, tylko złożyć to należy na karb  przeznaczenia.

Już wiem, co najbardziej uwielbiam w prozie Jojo Moyes – niesamowity urok jej książek. A także głęboki optymizm i płynącą zewsząd nadzieję lepszego jutra. „Moje serce w dwóch światach” to bez wątpienia urokliwa, ciepła historia, w której oprócz dobrze nam znanej postaci Lou, mamy okazję spotkać całą masę bohaterów, wraz z paletą ich nieszablonowych charakterów. Wiernie oddane, niesamowicie żywe postacie to zdecydowanie największy atut tej powieści. Na pierwszy plan wysuwa się, rzecz jasna, charakterna Lou, którą osobiście traktuję jak własną, najbliższą przyjaciółkę. Wewnętrzna nieśmiałość, nieustanny optymizm, w tym dziecięcy urok i ogromna prostolinijność to cechy, które sprawiają, że bohaterka powieści, mimo swoich dwudziestu ośmiu lat, sprawa wrażenie nieco niedojrzałej, oderwanej od rzeczywistości kobiety.

 Nie można jednak odmówić bohaterce faktycznej przemiany, która dokonuje się w samym centrum Nowego Jorku. I o tym jest przede wszystkim recenzowana książka  - o odszukiwaniu własnej drogi do szczęścia, o próbie rozpoczęcia życia w zgodzie z samym sobą, w końcu o samorealizacji i spełnianiu własnych marzeń. Zestawiając z sobą wszystkie trzy tomy serii, a wraz z nimi postać Lou, to przed naszymi oczami ukaże się niesamowita przemiana głównej bohaterki oraz ogromna droga, którą ta z odwagą i niegasnącym uśmiechem zdążyła przebyć. Obraz naiwnej, wycofanej i niepewnej siebie dziewczyny, zastępuje widok odważnej, dojrzałej, choć wciąż mocno ekscentrycznej kobiety. I dla samej postaci Lou warto przeczytać tę kontynuację. Choćby przez wzgląd na fakt, iż finał losów głównej bohaterki w Nowym Jorku może zaskoczyć nawet jej najwierniejszych fanów.
Ocena: 9/10


Oficjalna recenzja dla portalu Sztukater