poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Miłość z błękitnego nieba - Krystyna Mirek


Tytuł: Miłość z błękitnego nieba
Wydawnictwo: Edipresse Polska SA
Data wydania: 13 lutego 2019 
Autor: Krystyna Mirek
Liczba stron: 352 

Walentynkowa randka w samym centrum zimowego, romantycznego Krakowa – tym razem tam Krystyna Mirek zabiera swoich żądnych namiętności i miłosnych zawirowań czytelników. 

Główną bohaterką „Miłości z błękitnego nieba” jest Angelika, młoda, choć odnosząca już spore sukcesy zawodowe kobieta, która przed laty wyjechała z rodzinnego Krakowa do  Niemiec, by tam rozpocząć zupełnie nowe życie. Jej wyjazd był swoistą ucieczką przed trudnym dzieciństwem. Kobieta na kilka dni ma ponownie odwiedzić Kraków, by sfinalizować ważny, z punktu widzenia jej szefa, kontrakt z polską firmą informatyczną. Kobieta nie cofnie się przed niczym, by zrealizować swój cel – podpisana umowa to bowiem dla niej gwarancja upragnionej niezależności w codziennej pracy zawodowej. Kobieta odsuwa na bok obraz dawnego Krakowa, w którym królują zatarte już i nieco przykurzone wspomnienia z dzieciństwa, i w pełni angażuje się w swoją pracę i zlecenie, które musi zakończyć pełnym sukcesem.

Szefem firmy informatycznej, z którą współpracować ma niemieckie przedsiębiorstwo, jest Daniel, młody i ambitny mężczyzna, który od lat z powodzeniem prowadzi własną działalność. Dla Daniela wspomniany kontrakt to szansa prestiżu, a przede wszystkim ogromnych zarobków, ale tylko i wyłącznie w przypadku, gdy umowa zostanie zawarta ściśle według jego warunków. Dlatego Daniel nie ma oporów i wykorzystuje swoje męskie atuty, by zdobyć zlecenie. Czy z powodzeniem? Tego Wam już nie zdradzę, choć warto mieć na uwadze, iż nieprzypadkowo Daniel nazywany jest kobieciarzem i bawidamkiem. Jak zakończy się spotkanie biznesowe, niefortunnie zaplanowane w dniu święta wszystkich zakochanych? Kto zwycięży w negocjacyjnym starciu, a kto zostanie z przysłowiowym kwitkiem? 

Proza Krystyny Mirek to w mojej opinii gwarancja niesamowicie lekkiej, a przy tym mocno wciągającej i ciekawej lektury. Może nie jest to literatura najwyższych lotów, bowiem już na pierwszy rzut oka widoczne są swoiste fabularne schematy, ale przecież w literaturze obyczajowej czy romansie, nie chodzi o wzniosłe wywody i pompatyczne dialogi, tylko o mile spędzony czas. A „Miłość z błękitnego nieba” dostarcza go pod dostatkiem. Miłosna, ale nieprzesłodzona, idealnie doprawiona nutką życiowej goryczy historia, od pierwszej strony relaksuje i odpręża. 

Czytelnik poznaje historie dwóch zupełnie różnych młodych bohaterów, których dzielą nie tylko zawodowe plany i życiowe aspiracje, ale przede wszystkim dzieciństwo i przeszłość, która ukształtowała ich jako ludzi. Pomimo widocznych rozbieżności zdają się mieć ogromny wpływ na siebie nawzajem. Wnikliwe, a przy tym bardzo prawdziwe i realne portrety bohaterów to największy atut recenzowanej powieści. Bez wiarygodnych i mało autentycznych postaci, prowadzących sztuczne i wymuszone dialogi, powieści z pogranicza romansu i literatury obyczajowej, by nie było. Pani Mirek doskonale i z wprawą posługuje się słowem, tworząc barwne sylwetki bohaterów, kreując wciągające migawki z ich przeszłości, finalnie zaś oddając do rąk czytelników historię niezobowiązującą i lekką, a przy tym jednak dość istotnie zapadającą w pamięć. 

Autorka, oprócz kwestii wybaczenia i umiejętności konfrontowania się z własną przeszłością, porusza również temat miłości i jej ogromnego wpływu na nasze życie. Nierzadko bowiem miłość zmusza zakochanego do niemożliwego. Dajcie się więc porwać tej miłosnej historii i poznajcie bliżej Angelikę i Daniela.
Ocena: 7/10




poniedziałek, 11 marca 2019

Vox - Christina Dalcher


Tytuł: Vox
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 27 lutego 2019 
Autor: Christina Dalcher
Liczba stron: 416

Sto słów dziennie, skrupulatnie wyliczane przez specjalnie zaprojektowaną bransoletkę, to chora idea rządu USA, bezpośrednio dotykająca każdą dorosłą kobietę i dziewczynkę. Nie przestrzeganie zasad wiąże się z potężnym impulsem elektrycznym, emitowanym przez zamkniętą na nadgarstku obręcz. Kobiety, zniewolone przez chory system, sprowadzają się do roli sprzątaczki, kucharki, opiekunki i posłusznej małżonki w jednym. Nie mają żadnych praw – odebrano im pracę i wykształcenie, pozbawiono pasji, nie mogą czytać książek ani samotnie podróżować. 

Ta smutna rzeczywistość, jaka mogłaby się wydarzyć naprawdę, to dystopijna wizja świata widziana oczami Christiny Dalcher, w głównej mierze dyktowana przez religijne ograniczenia i systemową manipulację. Autorka, podobno w zgodzie z biblijnymi przesłankami, sprowadza kobiety do roli oddanej matki i cierpliwej żony, całkowicie posłusznej swojemu mężowi. Wszelkie przejawy nieposłuszeństwa czy zdrady wiążą się dla niej z poważanymi konsekwencjami – kobieta zostaje wówczas wciągnięta do odosobnionej, zamkniętej celi i zmuszona do ciężkiej, niewolniczej pracy. Cały ten chory system to dzieło fanatycznego mężczyzny, kaznodziei, którego jedynym celem jest przywrócenie dawnego patriarchatycznego porządku.


Neurolingwistka dr Jean McClellan, kobieta niesamowicie inteligentna i wykształcona, od lat poświęcająca się karierze naukowej, a przy tym łącząca z powodzeniem również rolę żony i oddanej matki czwórki dzieci, to główna bohaterka powieści „Vox”. Kobieta zdaje sobie sprawę, że obecna sytuacja w państwie to wynik jej wieloletniej obojętności i marazmu. W chwili, gdy pierwsze systemowe przesłanki o zniewoleniu kobiet zaczęły kiełkować w USA, ona i wiele innych osób skutecznie je ignorowało, poświęcając się swoim własnym sprawom i błahym problemom. A fanatyzm religijny kawałek po kawałku podporządkowywał sobie opinię publiczną.

Jedyna nadzieja pojawia się w chwili, gdy brat prezydenta ulega poważnemu wypadkowi, w wyniku którego traci mowę. Rząd decyduje się wykorzystać umiejętności dr Jean McClellan, proponując jej pewien układ. Za opracowanie leku, który przywróci mu mowę i pełną sprawność, kobieta i jej rodzina odzyska wolność – z przegubu jej ręki zniknie bransoletka, kobieta będzie też mogła wrócić do pracy. Główna bohaterka nie zdaje sobie jednak sprawy, że w momencie, gdy zdecyduje się na współpracę z rządem, stanie się bezwolnym pionkiem w ich rękach…

„Vox” zapowiadane było, jako istotny głos w problemie dyskryminacji praw kobiet. I choć tematyka książki wydawała się istotnie ważna i aktualna, to na gorących oczekiwaniach czytelniczych, niestety, się skończyło. Krótkie rozdziały i żwawa, dynamiczna akcja, przedstawiona z perspektywy głównej bohaterki, zapowiadały wciągającą historię, którą z niegasnącym zainteresowaniem będziemy pochłaniać. Tak w istocie było, ale tylko podczas lektury pierwszych rozdziałów powieści. Im dalej wkraczałam w dystopijną rzeczywistość, tym coraz więcej nieścisłości i uproszczeń dostrzegałam. 

W „Vox” większość scen w rządowym laboratorium jest pourywana i niepełna, z jednej sceny autorka szybko przeskakuje do drugiej, finalnie oddając nam do ręki fabularny i całkowicie nielogiczny, niedokończony kolaż. Każdy temat i wątek jest zaledwie uszczknięty, brak w tym wszystkim przekonującego uzasadnienia i powieściowej głębi. Podobna fabularna niechlujność towarzyszy autorce podczas kreowania postaci – w „Vox” bohaterowie są papierowi i zupełnie nieprzekonujący, mimo trudnej sytuacji w jakiej się znaleźli, nie potrafią zjednać sobie sympatii czytelnika, ten tylko biernie i bez większego zaangażowania przygląda się ich poczynaniom. 

„Vox” miało być prawdziwym dystopijnym hitem, ważnym literackim głosem w walce o ogólnoświatowe prawa kobiet. Finalnie okazało się zaś zlepkiem dość nudnych i przewidywalnych scen, nieposiadających merytorycznego uzasadnienia.
Ocena: 3/10 

Za egzemplarz książki do recenzji serdecznie dziękuję:








poniedziałek, 28 stycznia 2019

Ślepnąc od świateł - Jakub Żulczyk




Tytuł: Ślepnąc od świateł 
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 17 października 2018  
Autor: Jakub Żulczyk
Liczba stron: 520

Warszawa o zmierzchu nie jest z pewnością miejscem, gdzie bezpiecznie i w spokoju można odpocząć po ciężkim dniu pracy. Narkotyki, alkohol, seks i pieniądze – to one w głównej mierze wyznaczają nocny rytm stolicy oraz mieszkających tu bogatych przedsiębiorców czy żądnych rozrywek celebrytów. W końcu kokaina daje życiowego  kopa, gwarantuje odpowiedni power, po którym bardziej się chce, po którym bardziej się może. Nocny rajd zaludnionymi ulicami Warszawy, mający na celu rozdysponowanie i sprzedaż nielegalnego towaru, to codzienność głównego bohatera książki „Ślepnąc od świateł”, Jacka, handlarza kokainy.

Ten młody mężczyzna sportretowany został jako porządny i wykształcony człowiek, absolwent ASP, który preferuje elegancką garderobę, rzadko przeklina, a w wolnej chwili słucha muzyki klasycznej. Daleki jest bynajmniej od wizerunku zblazowanego dilera ze złotym, tandetnym łańcuchem na szyi. Kariera narkotykowego przestępcy została podyktowana chęcią bohatera do ucieczki przed schematami codzienności. Jacek nie chciał byle jakiej pracy na etat, która dawałaby mu w zamian byle jakie pieniądze. Bohater chciał zarabiać dużo, bez materialnych ograniczeń. by finalnie żyć na takim poziomie, na jaki sam ma ochotę.

Mężczyzna już na pierwszy rzut oka jest niesamowicie wyrachowany i zimny, tajemniczy i niedostępny, dzięki czemu odnosi widoczne sukcesy w swojej branży. Każdy go zna, ale nikt o nim nic nie wie. Jacek codziennie zaopatruje bowiem w swój towar warszawską śmietankę – polityków, dziennikarzy, lekarzy, adwokatów, artystów i wielu innych. Nierzadko z bronią w ręku upominając się również o należne pieniądze. Bohater jest przekonany, iż dzięki doświadczeniu i własnej inteligencji jest niewidoczny, a tym samym nie grozi mu niebezpieczeństwo. Jednak tętniąca złem i niemoralnością Warszawa, w której królują mafijne porachunki, upomni się o swoje, grożąc swojemu czołowemu obywatelowi – Jackowi.

Proza Jakuba Żulczyka, do momentu przeczytania powieści „Ślepnąc od świateł”, zupełnie nie była mi znana, nie wiedziałam więc czego się mogę spodziewać. Autor w swojej najnowszej książce stworzył brutalną, mocną i ponurą rzeczywistość, która w pewien sposób negatywnie oddziałuje na czytelnika. Wszelkie przejawy dobra zostają wyparte, nie ma również miejsca na uczucia i sentymenty, dominują dzikie i zwierzęce, nieokiełznane instynkty. W świecie przedstawionym przez autora nikomu nie można wierzyć, nie istnieje pojęcie rodziny czy wiernego przyjaciela. Każdy człowiek jest samotnym egoistą, który w codziennej walce, jaką jest życie, wojuje o siebie i własne szczęście.

Ta przykra i szara rzeczywistość, w wykonaniu Żulczyka jednak mocno przerysowana, odbiera wyraźnie wiarę w drugiego człowieka. Autor przedstawił świat w zupełnej skrajności, wszystko jest zbyt dosadne: język i nieustanne wulgaryzmy rzucane z ust bohaterów, stworzone przez autora smutne i wrogo nastawione do innych postacie, które w żaden sposób się nie wyróżniają, czy w końcu nawet brudna, pełna ciemnych zaułków Warszawa. Jeśli byłby to faktyczny obraz świata, to w mojej opinii, zupełnie nie byłoby już szans na zmianę na lepsze. Mielibyśmy bowiem do czynienia ze światem przesiąkniętym złem, zupełnie już straconym.

Według mnie recenzowana powieść nie jest książką przeznaczoną dla każdego czytelnika. Mocny i dosadny język oraz brutalny, mocno pesymistyczny portret świata sprawiają, że tej historii nie czyta się łatwo, część scen może szokować, wzbudzać wręcz negatywne uczucia. Ale pewnie taki był ukryty zamiar autora – „Ślepnąc od świateł” ma wzburzać i bulwersować, wżerać się w mózg, w końcu skłaniać do refleksji. I to się autorowi zdecydowanie udało. Pomimo fabularnej hiperboli, książka jest ciekawa, nurtuje i zdecydowanie wciąga.
Ocena: 6/10

Oficjalna recenzja dla portalu SZTUKATER








wtorek, 8 stycznia 2019

Układanka - Karin Slaughter

 
Tytuł: Układanka
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Data wydania: 3 października 2018  
Autor: Karin Slaughter
Liczba stron:480
 
„Ukladanka” Karin Slaughter, w zgodzie z prezentowanym tytułem, jest pozlepianą w całość zagadką, w której ścierają się z sobą obrazy pochodzące z dalekiej i bliższej przeszłości. Krwawej i mrocznej przeszłości, którą łączy z pozoru zwyczajna postać kobiety. Laura całe życie spędziła w małym miasteczku przy plaży. Jest lubianą przez sąsiadów i swoich pacjentów kobietą. Prowadzi spokojne i ustabilizowane życie, spełniając się w pracy jako logopeda - terapeuta. Nic nie wskazuje na to, że pod wpływem rosnącej we krwi adrenaliny mogłaby się zamienić w twardą i wyrachowaną kobietę – zabójczynię, zdolną z zimną krwią zabić przeciwnika. A jednak…

Pewnego dnia, podczas trzydziestych pierwszych urodzin jedynej córki Laury – Andrei, dochodzi do bestialskiego morderstwa. Kobiety spędzają bowiem wspólnie czas w centrum handlowym, w jednej z mieszących się tam restauracji, gdzie niespodziewanie wdziera się niezrównoważony zabójca z bronią w ręku. Młody mężczyzna zaczyna strzelać do gości restauracji. Tłum wpada w panikę. Ale nie Laura. Kobieta z pełnym wyrachowaniem broni swojej ukochanej córki, nie tylko unieszkodliwiając mordercę, ale zabijając go z zimną krwią. 

Od tego momentu już nic w życiu obu kobiet nie będzie wyglądało tak samo. Rozpoczyna się prawdziwy wyścig z czasem, w którym Adreii przypadnie rola  detektywa i zabójcy w jednym. Dziewczyna zmuszona będzie wyruszyć w pełną niebezpieczeństw podróż, która pozwoli jej poznać prawdziwą tożsamość matki. Kim w rzeczywistości jest Laura? Jakie skrywa tajemnica? Czy dziewczyna zdecyduje się stawić czoła mrocznym sekretom jej matki?

Nazwisko Karin Slauhgter to dla wielu zapowiedź mocnej, dobrze przemyślanej historii, która wciska w fotel i nieustannie trzyma w napięciu. I tak po trosze było podczas lektury „Układanki”. Nieustanny pościg i walka z czasem, a w tle utrzymująca się mgliście ciężka atmosfera tajemnicy i skrywanych od lat sekretów. Na tej mocnej fabularnej tafli znajduje się jednak spora ilość rys i niedociągnięć. Choć pierwsze strony książki były, owszem, ciekawe i niesamowicie wciągające, to z każdą kolejną stroną zaczynały dominować przydługie opisy i wewnętrzne monologi bohaterów, które nudziły i niepotrzebnie wydłużały całą opowieść. 

Również postać Andrei, trzydziestojednoletniej, pozornie tylko dojrzałej bohaterki, mocno oddziałuje na nerwy czytelnika, całkowicie zbędnie je nadszarpując. Kobieta, która pracuje jako dyspozytorka w policji, powinna cechować się spokojem i wewnętrzną dyscypliną, bowiem w swojej pracy zawodowej jest codziennym świadkiem ludzkich tragedii. Jednak gdy Andrea sama zostaje główną bohaterką rodzinnego dramatu, zaczyna zachowywać się jak dziecko we mgle – jest nieporadna, zapada w całkowite odrętwienie, podczas słownych walk z nieznajomymi nie potrafi skleić prostych odpowiedzi. 

Podczas lektury nieraz możemy też odczuć swoistą dezorientację, wynikającą z ilości przewijających się w powieści tzw. obrazów – sekretów, które stanowią część tytułowej układanki. Przedłużająca się niewiedza odbiorcy stopniowo zaczyna mu doskwierać. Dopiero finał książki pozwala ustalić ciąg przyczynowo-skutkowy, odsłania wszystkie tajemnice, które z uporem czaiły się w ciemnych powieściowych zakamarkach. 

Gdybym miała jednoznacznie ocenić książkę, to musiałabym zwrócić uwagę na jeden istotny  element. W mojej opinii jej objętość nie przekłada się na fabularną zawartość. Jeśli tylko autorka zdecydowałaby się skrócić swoją opowieść o niepotrzebne opisy i wielokrotne dywagacje głównej bohaterki, to „Układanka” mogłaby stać się prawdziwym bestsellerem. A tak zyskuje tylko miano  znośnego czytadła.  
Ocena: 5/10

Za egzemplarz książki do recenzji serdecznie dziękuję:
 
http://www.harpercollins.pl/ksiazka,4183,ukladanka.html