poniedziałek, 16 lipca 2018

Skradzione laleczki - K. Dukey & K. Webster



Tytuł: Skradzione laleczki (tom 1) 
Wydawnictwo: Niezwykłe
Data wydania: 30 maja 2018  
Autor: K. Dukey & K.Webster
Liczba stron: 350

„Bycie lalką nie jest łatwe. Często bywa niebezpieczne. Lalki nie mogą wybierać, ale mogą być wybrane. Same nie mogą nic zrobić. Ale im można coś zrobić”. Cytat, zawarty we wstępie książki „Skradzione laleczki” idealnie portretuje oś, wokół której rozgrywa się fabuła powieści. Dwanaście lat temu czternastoletnia Jade, przebywając wraz z młodszą siostrą Macy na pchlim targu, została uprowadzona przez niebezpiecznego oprawcę. Od tego czasu dziewczynki były więzione przez psychopatycznego mordercę Benny’ego. Mężczyzna, traktował je niczym własne porcelanowe laleczki, znęcając się nad nimi, torturując, odzierając całkowicie z człowieczeństwa. 

Po czterech latach Jade, wykorzystując niedyspozycję Benjamina, ucieka z potwornego więzienia. Niestety nie zabiera z sobą siostry. Dziewczyna obiecuje sobie jednak, że za wszelką cenę wróci do oprawcy i wyrwie z jego rąk ukochaną Macy. Obecnie, już jako doświadczona pani detektyw, Jade wciąż żyje potwornymi wspomnieniami z okresu, gdy była więziona i torturowana. Tym bardziej, że nosi w sercu ciężar winy spowodowanej pozostawieniem młodszej siostry u boku psychopaty. Dlatego każda sprawa, każde nowe śledztwo, które trafia w jej ręce, traktuje bardzo indywidualnie, tak jakby w ten sposób mogła odkupić winę za Macy. 

W momencie, gdy jej najnowsza sprawa do złudzenia przypomina chore działania Benny’ego, Jade jest już pewna, że oprawca ponownie wrócił. Z pomocą swojego partnera, kobieta prowadzi śledztwo, które ma ją w końcu zaprowadzić do miejsca przebywania psychopaty, a przede wszystkim jej siostry Macy. Jade z uwagą śledzi nowe tropy, analizuje zachowania mrocznego Benny’ego, mając nadzieję, że wkrótce schwyta mordercę i wymierzy mu sprawiedliwość. Porywacz podejmuje wyzwanie i rozpoczyna chory spektakl, w którym główną rolę ma zagrać nie kto inny, jak właśnie Jade. Gdy trup ściela się coraz gęściej, a nieścisłości i pytania w prowadzonym śledztwie zaczynają się mnożyć, Jade już wie, że ponownie została ofiarą Benny’ego. Tylko czy tym razem pozwoli się ponownie schwytać oprawcy? 

Książka oceniona na popularnym portalu Lubimy czytać na wysokie osiem w skali dziesięciostopniowej to niejako obietnica doskonałej lektury. Tak było do czasu,  gdy sięgnęłam po „Skradzione laleczki” autorstwa duetu literackiego: Ker Dukey i K.Webster. Nie mam pojęcia, skąd ta wysoka ocena się wzięła i czym kierowali się czytelnicy, zachwalając w swoich recenzjach tę powieść. Nie chcę wchodzić w polemikę, bo o gustach się nie dyskutuje, ale osobiście dawno nie czytałam tak niedopracowanej, nudnej, naiwnej i źle napisanej opowieści. 

Zacznę może od głównej postaci, poturbowanej psychicznie Jade, która dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności zdołała uciec psychopatycznemu oprawcy. Zastanawia mnie przede wszystkim kwestia kariery zawodowa głównej bohaterki i testów psychologicznych, których w mojej opinii, ta skrzywdzona dziewczyna z pewnością, by nie przeszła, rekrutując się do policji. Ciężka przeszłość wciąż bowiem daje o sobie znać. Jej ogromne piętno widać gołym okiem w zachowaniu Jade, które dalekie jest bynajmniej od normalności. Tak skrzywdzona psychicznie i fizycznie osoba nie powinna sprawować podobnej funkcji, nie mówiąc już o rzekomych sukcesach, które kobieta odnosiła i odnosi  w swej detektywistycznej karierze. 

Kolejna sprawa to dość mroczne, przerażające w swej wymowie sceny erotyczne, które zajmują sporą część recenzowanej książki. Same w sobie nie uwierają podczas lektury, ale w świetle rozgrywających się później mrocznych wydarzeń i kluczowych morderstw, które mają miejsce, są mocno niesmaczne i przesadzone. Nie chcąc spolerować, nie mogę przybliżyć wspomnianych wątków, ale warto podczas lektury zwrócić na ten fakt uwagę. 

Brakuje w recenzowanej powieści przekonująco zarysowanej sfery psychologicznej, a przecież motyw uprowadzenia i długoletniego więzienia bohaterki daje ogromne możliwości pisarskie w tej materii. Zamiast tego mocny nacisk położono na erotyczną płaszczyznę powieści, w której wielokrotnie opisywane są z niesamowitą drobiazgowością sceny często brutalnych, niesmacznych w mojej opinii, zbliżeń. Jade, pomimo widocznego wpływu Benny’ego na jej codzienne zachowanie, dziwnych, wynaturzonych przyzwyczajeń i widocznych gołym okiem problemów z nawiązaniem bliższych kontaktów międzyludzkich, nie wykazuje cech typowych dla zespołu stresu pourazowego. Kobieta nie zachowuje się jak wieloletnia ofiara gwałtu i przemocy. Wręcz przeciwnie.  Mroczna przeszłość bohaterki motywuje ją do jeszcze efektywniejszej pracy zawodowej i łapania innych morderców. 

W całej recenzowanej powieści spodobało mi się tylko i wyłącznie mocne i zaskakujące zakończenie, które wpisuje się niejako w mroczny i brutalny klimat książki. To właśnie ono sprawiło, że całość tej mocno naiwnej i niedopracowanej powieści oceniam na cztery w dziesięciostopniowej skali.
Ocena: 4/10

Za egzemplarz książki do recenzji serdecznie dziękuję:
 

środa, 11 lipca 2018

Tam dokąd zmierzamy - B.N. Toler



Tytuł: Tam dokąd zmierzamy
Wydawnictwo: Niezwykłe
Data wydania: 9 maja 2018  
Autor: B.N. Toler
Liczba stron: 420

Dar widzenia zmarłych z pozoru wydaje się być umiejętnością, którą każdy człowiek chciałby posiadać. W końcu mielibyśmy niepowtarzalną okazję porozmawiać z naszymi przodkami, zamienić parę słów z dawno nieżyjącym znajomym. Jednak odrzucając na bok sentymenty, spoglądając na cały ten dar trzeźwym okiem, pojawiłaby się cała masa wątpliwości.

Wspomnianą wyżej umiejętność posiada Charlotte, główna bohaterka powieści „Tam dokąd zmierzamy”. Dziewczyna traktuje swoją przypadłość jako chorobę, która napiętnowała całe jej życie. W wyniku nieszczęśliwego wypadku bohaterka zaczęła dostrzegać sylwetki zmarłych. Jakby tego było mało, potrafi z nimi rozmawiać, słyszy wokół ich głosy. Zbłąkane dusze, zagnieżdżone w świecie realnym, pozostały na ziemi, z powodu niezamkniętych, niedokończonych spraw. I w tych sytuacjach wykorzystywany jest dar Charlotte, która wysłuchując próśb zmarłych, ma pomóc im rozwiązać niedomknięte problemy.

Jednak smutna  codzienność, w której nieustannie odsuwasz na bok własne sprawy, wsłuchując się w szepty duchów, nie może trwać wiecznie. Odtrącona przez najbliższych Charlotte, postanawia opuścić rodzinne strony, by podróżując samotnie po świecie, móc wciąż kontynuować swoją niewdzięczną pracę. Jednak doskwierająca coraz mocniej dziewczynie samotność zmusza ją w końcu do czynu ostatecznego – Charlotte postanawia popełnić samobójstwo. Jej wybawicielem okazuje się były żołnierz, niesamowicie silny i przystojny mężczyzna, który jest… duchem! 

Ike McDermott odwodzi dziewczynę od tej tragicznej w skutkach decyzji, obiecując pomoc w znalezieniu dachu nad głową, pracy i wiernych przyjaciół. W zamian Charlotte ma jednak dokończyć niedomknięte sprawy mężczyzny, które nie pozwalają przejść mu w spokoju na drugą stronę. Mówiąc krótko: dziewczyna ma zaopiekować się jego bratem bliźniakiem, który nie potrafi pogodzić się ze stratą. 

Charlotte podejmuje się zadania, nie zdając sobie jednak sprawy, że z biegiem czasu obdarzy gorącym uczuciem mężczyznę, który zginął wiernie służąc państwu, i z którym niebawem przyjdzie jej się pożegnać. Co z tego wyniknie? Czy bohaterka pomoże w ostateczności zmarłemu żołnierzowi, mając na uwadze fakt, iż wypełniając swoje zadanie do końca, będzie musiała pozwolić mu odejść?

Książka „Tam dokąd zmierzamy” już w chwili zapowiedzi wyraźnie zwróciła moją uwagę. W końcu paranormalny wątek związany z widzeniem zmarłych połączony z romantyczną i wzruszającą historią, to musiał być strzał w dziesiątkę. I tak w ostatecznym rozrachunku było! Autorka stworzyła z pozoru zupełnie niemożliwą opowieść, którą finalnie poprowadziła w tak realistyczny sposób, iż czytelnik, niczym w literackiej hipnozie, pochłaniał kolejne słowa, stopniowo zdając sobie ze smutkiem sprawę, iż niebawem dotrze do końca opowieści i przyjdzie mu pożegnać się z bohaterami. 

Charlotte, jako główna postać, uznawana za piękną, dobrą i inteligentną dziewczynę, może i była nieco zbyt idealizowana przez innych bohaterów powieści , ale z drugiej strony, czy jej uciążliwy dar, który napiętnował całe jej życie, nie świadczył o prawdziwej wrażliwości? Czy uznanie i podziw mieszkańców, których Charlotte poznała dzięki Ike, to nie nagroda za wieczne potępienie widoczne w oczach jej rodziców?

Gdybym miała na siłę przyczepić się, do któregoś elementu zawartego w książce, to może z uwagi na mój dość hardy charakter, mogłabym wspomnieć, iż liczyłam na mniej rozwinięty wątek romansu, a poszerzony ten, dotyczący bezpośrednio sfery paranormalnej, który nadałby całości metafizycznej nuty. Jednak jestem przekonana, iż bardziej romantyczne dusze będą całkowicie ukontentowane i docenią z pełną świadomością wspaniały i niesamowicie subtelnie zarysowany wątek nietypowego trójkąta miłosnego. Bo w powieści tworzy się dość niejednoznaczna relacja pomiędzy bliźniakami a główną bohaterką. Jednak nawet i mnie, czytelniczkę, która z dystansem podchodzi do romansów, totalnie on zauroczył i przekonał. 

Całość napisana jest lekkim, przystępnym językiem, który sprawia, iż czytelnik nieświadomie przewraca strona za stroną, nie zdając sobie sprawy, iż nieubłaganie zbliża się do finału opowieści. A zakończenie jest jak ciepły miód na okaleczone serce – optymistyczne i radosne. Nie musimy się więc obawiać, iż pomimo wzruszającej i mocno emocjonalnej tematyki o przemijaniu i śmierci, o nieuchronnym rozstaniu, otrzymamy mało satysfakcjonujące zakończenie. B.N. Toler z niemal matczyną troską zadbała o finalne losy swoich bohaterów, tym samym zdobywając również pełne zadowolenie czytelnika. A ja jestem usatysfakcjonowana w stu procentach. I tego Wam też życzę podczas lektury.
Ocena: 9/10 

Za egzemplarz książki do recenzji serdecznie dziękuję: 

http://www.wydawnictwoniezwykle.pl/


poniedziałek, 9 lipca 2018

Moje serce w dwóch światach - Jojo Moyes



Tytuł: Moje serce w dwóch światach
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 6 czerwca 2018  
Autor: Jojo Moyes
Liczba stron: 512
  
Pamiętacie roztrzepaną marzycielkę Lou Clark? W trzeciej części serii autorstwa Jojo Moyes ta niepoprawna romantyczka trafia w samo centrum świata – do głośnego  miasta - legendy, do ogromnej metropolii, która nie śpi nawet nocą – do Nowego Jorku. Bogaty i wpływowy amerykański biznesmen szuka bowiem asystentki dla swojej młodej żony. Pracę otrzymuje Lou. Dla dwudziestoośmioletniej dziewczyny, po życiowych perturbacjach, które miały miejsce w dwóch pierwszych tomach, to w końcu świetna okazja, by z pełną świadomością odciąć się od innych i skupić się na samej sobie. 

Dynamiczne i głośne, tętniące życiem miasto, w którym spełniają się ludzkie marzenia, zdaje się miejscem idealnym, by sumiennie realizować plan dotyczący własnej samorealizacji. Lou podejmie więc, z właściwym dla siebie entuzjazmem, próby życia zgodnie z rytmem miasta. Jej ekstrawaganckie podejście do mody niejako wpisuje się przecież w ramy nieszablonowego Nowego Jorku. Tylko czy prostolinijna, ufna i z natury dobra Lou odnajdzie się w zupełnie obcym, nie zawsze przyjaznym mieście, zamieszkiwanym przez ludzi równie wpływowych, co interesownych i chciwych? Tego już Wam w tej recenzji na pewno nie zdradzę, musicie się bowiem dowiedzieć sami. 

Muszę przyznać, iż swego czasu zastanawiałam się, w czym tkwi fenomen prozy Jojo Moyes. Rodzące się w głowie pytania pojawiały, co jakiś czas, aż do momentu przeczytania najpopularniejszej książki autorki, czyli „Zanim się pojawiłeś”. Wtedy przepadłam na wiele godzin. Sięgając po trzeci już tom, opisujący losy niesamowitej Lou z niecierpliwością czekałam, by ponownie spotkać tę totalnie zwariowaną, zawsze uśmiechniętą dziewczynę, która jakby nie było, dość dużo w swoim życiu ostatnio przeszła. Posada asystentki wpływowej milionerki otwiera przed Lou drzwi na najznamienitsze imprezy i przyjęcia, na których bawi się nowojorska śmietanka. Niestety praca ta wiąże się również z pełnym oddaniem wobec swoich pracodawców, w tym także z dotrzymywaniem najbardziej prywatnych sekretów i tajemnic, które niejednokrotnie przysporzą bohaterce mnóstwa kłopotów. 

Jakby tego było mało, problemy natury zawodowej zaczną się dość mocno przeplatać z rosnącą, trudną do okiełznania tęsknotą za Londynem, rodziną i domem rodzinnym, a także ukochanym Samem. Jednak pojawiające się nieporozumienia będą oddzielać znacznie, znacznie bardziej niż ocean i przebyte kilometry. Gdy na swej nowojorskiej drodze Lou spotka niesamowicie przystojnego i charyzmatycznego Josha, który wygląda jak wiernie odtworzona kopia Willa, w głowie dziewczyny pojawi się pytanie, czy serce pozostawione wraz z Samem w Londynie, to na pewno odpowiednie dla niego miejsce? W końcu ponowne spotkanie mężczyzny, tak podobnego do zmarłego, ale wciąż kochanego Willa, to nie może być zwykły przypadek, tylko złożyć to należy na karb  przeznaczenia.

Już wiem, co najbardziej uwielbiam w prozie Jojo Moyes – niesamowity urok jej książek. A także głęboki optymizm i płynącą zewsząd nadzieję lepszego jutra. „Moje serce w dwóch światach” to bez wątpienia urokliwa, ciepła historia, w której oprócz dobrze nam znanej postaci Lou, mamy okazję spotkać całą masę bohaterów, wraz z paletą ich nieszablonowych charakterów. Wiernie oddane, niesamowicie żywe postacie to zdecydowanie największy atut tej powieści. Na pierwszy plan wysuwa się, rzecz jasna, charakterna Lou, którą osobiście traktuję jak własną, najbliższą przyjaciółkę. Wewnętrzna nieśmiałość, nieustanny optymizm, w tym dziecięcy urok i ogromna prostolinijność to cechy, które sprawiają, że bohaterka powieści, mimo swoich dwudziestu ośmiu lat, sprawa wrażenie nieco niedojrzałej, oderwanej od rzeczywistości kobiety.

 Nie można jednak odmówić bohaterce faktycznej przemiany, która dokonuje się w samym centrum Nowego Jorku. I o tym jest przede wszystkim recenzowana książka  - o odszukiwaniu własnej drogi do szczęścia, o próbie rozpoczęcia życia w zgodzie z samym sobą, w końcu o samorealizacji i spełnianiu własnych marzeń. Zestawiając z sobą wszystkie trzy tomy serii, a wraz z nimi postać Lou, to przed naszymi oczami ukaże się niesamowita przemiana głównej bohaterki oraz ogromna droga, którą ta z odwagą i niegasnącym uśmiechem zdążyła przebyć. Obraz naiwnej, wycofanej i niepewnej siebie dziewczyny, zastępuje widok odważnej, dojrzałej, choć wciąż mocno ekscentrycznej kobiety. I dla samej postaci Lou warto przeczytać tę kontynuację. Choćby przez wzgląd na fakt, iż finał losów głównej bohaterki w Nowym Jorku może zaskoczyć nawet jej najwierniejszych fanów.
Ocena: 9/10


Oficjalna recenzja dla portalu Sztukater






wtorek, 3 lipca 2018

Zabić Sarai - J.A. Redmerski


Tytuł: Zabić Sarai
Wydawnictwo: Niezwykłe
Data wydania:11 kwietnia 2018  
Autor: J. A. Redmerski
Liczba stron: 350

Bezbronna kobieta porwana przed laty przez znanego barona narkotykowego. I płatny morderca, któremu obce jest pojęcie dobra i ludzkiego współczucia. Te dwa zdania, w mojej opinii, w zupełności wystarczą, by zainteresowanie czytelnika wznieść na wyższy poziom i dać mu jednoznacznie do zrozumienia, iż tym razem ma do czynienia z historią całkowicie niezwykłą. I uzależniającą. 

Sarai w wieku, gdy nie jest się już dzieckiem, ale w dalszym ciągu nie jest się również dorosłą kobietą, w czasie, gdy dopiero krystalizuje się charakter człowieka, została porwana przez znanego barona narkotykowego, który przewodzi grupie przestępczej na terenach Meksyku. Przez te wszystkie lata, w pamięci dziewczyny zatarło się wspomnienie normalnego życia. Żyjąc w niewoli, dziewczyna nie straciła jednak nadziei na ucieczkę z miejsca, w którym przyszło jej wegetować przez ostatnie dziewięć lat. 

Victor jest płatnym mordercą, który z zimną krwią zabija ludzi, zleconych mu przez klientów. Mężczyzna, podobnie jak Sarai, nie doświadczył normalnego życia wypełnionego miłością i opieką. Victor, dla odmiany, potrafi świetnie strzelać z broni, a w razie potrzeby zachować chłodną twarz pokerzysty bez wyrazu. Gdy niespodziewanie pojawia się w domu groźnego Javiera, dziewczyna traktuje jego wizytę, jako jedyną okazję do ucieczki. 

Bohaterka nie zdaje sobie jednak sprawy, jak bezwzględnym i mrocznym człowiekiem jest Victor, któremu niejako powierzyła swoje życie, zwracając się o pomoc w ucieczce. Mimo swoich wynaturzonych przyzwyczajeń, mężczyzna postanawia wstawić się za Sarai, by ta zdobyła upragnioną wolność. Z czasem między bohaterami pojawia się trudna do zdefiniowania, niejednoznaczna więź, która sprawia, iż Victor, wbrew swojemu szefowi i wszystkim zasadom, ściśle określającym jego profesję, za wszelką cenę pragnie zachować Sarai przy życiu. 

Tylko czy wspomniana więź i zaufanie wystarczą, by odsunąć na bok mroczne przyzwyczajenia obojga bohaterów? Czy bezwzględna profesja bohatera, niebezpieczeństwo oraz nieustanna obecność groźnych ludzi, nie poskromią żarzącego się uczucia między Sarai a Victorem? 

Przyznajcie sami – uczucie między płatnym zabójcą a wykorzystywaną, zranioną dziewczyną – to musi być strzał w dziesiątkę! Genialny rys fabularny, w połączeniu z niesamowicie mrocznym klimatem, dusznym od niepewności, lepkim od lejącej się krwi, to coś, po co z przyjemnością sięgają i sięgać będą w przyszłości czytelnicy. 

Szybkie tempo książki i nieustanne zwroty akcji sprawiają, iż powieść czyta się w całości za pierwszym podejściem. Niemożliwym bowiem staje się chwilowe oderwanie od historii i powrót do codziennych czynności. Historia Sarai jest na tyle nieszablonowa i emocjonująca, iż przede wszystkim czytelnik odnosi wrażenie, że to pierwsza tak niepowtarzalna książka, którą czyta w swoim życiu. Że pośród ogólnego trendu powielania pewnych sprawdzonych schematów, autorka wykorzystała do granic możliwości własną wyobraźnię, tworząc w efekcie niesamowicie oryginalną historię. 

I nie mam nawet na myśli samej tematyki powieści, ale cały ten szereg elementów, decydujących o niezwykłości „Zabić Sarai”, w tym przede wszystkim: specyficzny duszny klimat, nieustannie towarzysząca bohaterom (i czytelnikom również) atmosfera niepewności czy w końcu genialnie wykrojone sylwetki charakterologiczne, zdominowane przez mroczne instynkty, nienauczone funkcjonowania w normalnym, zdrowym społeczeństwie. Świat Victora jest przerażający: bez uczuć i miłości, bez okazywania słabości i współczucia, za to zdominowany przez okrucieństwo i siłę. 

Czy okaleczona Sarai, towarzysząc zabójcy, nie stanie się czasem jego pustym odbiciem? Takie pytania pojawiają się w głowie czytelnika, ale na ich rozwiązanie przyjdzie nam poczekać wraz z premierą drugiego tomu – „Drugie życie Izabel”, na którą już teraz z wypiekami na twarzy czekam. 
Ocena: 9/10

Za egzemplarz książki do recenzji serdecznie dziękuję: 

http://www.wydawnictwoniezwykle.pl/